Starorobociański wierch – czyli deszcz, burza i prawie jak bieg rzeźnika

Nadszedł czas aby po raz pierwszy się wybrać w tym roku w Tatry. Ze względu na szczyt sezonu wybór padł na Tatry Zachodnie, którę są trochę mniej popularne niż Tatry Wysokie. Nie udało mi się wstać rano i wybrać się w sobotę, więc postanowiłem przełożyć wyjazd na niedzielę, tym bardziej, że jak się dowiedziałem w sobotę była piękna pogoda i taką samą zapowiadano na kolejny dzień.

5 rano budzik , wstawać czy nie, przecież tym razem sam jadę, nie muszę wstawać. Ok, dałem radę, 5:45 wyjazd z Krakowa, 7:10 przyjazd na parking do Kir po dolinę Kościeliską. Przebranie się i szybki spacer do doliny Chochołowskiej. Ponieważ szedłem zielonym szlakiem ominąłem punkty wydawania rowerów więc musiałem pod górę zasuwać piechotą. Po paru nudnych kilometrach skręt na szlak na Trzydniowiański Wierch (to była najkrótsza opcja, inne to wyjście na Wołowiec lub też najpierw polana Chochołowska a potem dopiero Wierch, trochę naokoło ale łagodniejsze podejście). No to do góry, tempo całkiem niezłe. Niestety na górze już widać, że psuje się pogoda. Po drodze spadł deszcz, cały czas wiało niemiłosiernie, w tle było słychać grzmoty. Niedobrze. Pierwsza chwila konsternacji na Trzydniowiańskim Wierchu… Przecież nikt nie idzie w stronę Starorobociańskiego, wszyscy wychodza na Trzyniowiański i schodza z powrotem. Iść samemu czy nie iść .. No nic, poczekam. Po 5 minutach nadchodzą jedyne osoby, które próbowały się dostać na Starorobociański, cytuję “Byliśmy tam, ale tam leje bardzo, wieje, słychać ze słowackiej strony grzmoty i burzę, nie ma sensu tam iść”. No coż, poczekam znowu, może się pogoda poprawi. Troszkę się zaczeło przejaśniac po 10 minutach i widzę, że ktoś rusza w tamtą stronę. Jak się okazało (już po tym jak wyruszyłem) tylko na Kończysty Wierch, ale dołączyłem się. Jak już doszedłem tutaj to już trzeba dalej iść. Początek ok, ale podejście na Starorobociański trudne przez warunki – wiało niemiłosiernie, ściągało mnie ze szlaku, który tam jest dosyć wąski. Przedzieram się i nasłuchuję grzmotów. Niestety grzmi w oddali. No nic, przyśpieszam – co nie jest łatwe przy nachyleniu stoku rzędu 25% … Daje radę, na górzę nic nie widać, wieje, nie wiem czy mnie nie przewróci, gubię szlak ale na szczęście orientuje się i wracam (na górze szlak skręca o 90stopni).Na szczycie Starorobociańskiego szybka sweet fotka :D pomimo że wieje i widoczność to max 5 metrów :)
i na dół. Uff, wyżej dzisiaj nie będzie. Już spokojnie w okropnym wietrze schodzę, po drodze mijam jednego pewnego i kilku niepewnych turystów ;) Docieram do Siwej Przełęczy. No i znowu konsternacja. Widzę, że chmury przedzierają się ze słowackiej strony. Niedobrze, będzie burza tutaj. Schodzić czy ciągnąć na Ornak. Czekam. Po chwili widzę, że idzie starsza kobieta w tamtą stronę – puszczam ją 10 minut i idę (oczywiście dogodniłem ją po kolejnych 15 minutach). Zaczyna lać. Na Ornak wchodzi się po fajnych skałkach prawie na czworaka :) , odwracam się i widzę, że się błyska, tzn burza przeszła przez pasmo Tatr i zaczyna szaleć. No coż, trzeba znowu przyśpieszyć. Suchy Wierch Ornaczański mijam szybko, zaczyna się pasmo kosodrzewiny, nie czuć już tak bardzo wiatru. Za chwilę zaczyna się las, kiedy wchodzę do lasu a na zewnątrz zaczyna się burza. Teraz juz spokojnie sobie schodze do Schroniska po Ornakiem. Tam zupka + oscypek z grilla i powrót Doliną Kościeliską do samochodu :)

Było trochę groźnie, ale inaczej i fajnie :) . Przebieg trasy to Szlak zielony z Kościeliskiej przez Chochołowską, czerwony przez Kulawiec na Trzydniowiański Wierch, zielony na Kończysty Wierch, czerwony na Starorobociański Wierch (2176 m n.p.m.) na Liliowy Karb, zielony w dół do Siwej Przełęczy, potem w górę na Ornak do Iwanickiej Przełęczy. Potem żółty do Schroniska pod Ornakiem i zielony przez Dolinę Kościeliską. Razem 26 km trasy i 2250 m w góre i w dół.

W sumie jest to najwyższy szczyt na którym byłem do tej pory, dodatkowo chyba jedyny na którym byłem sam :)

Zdjęcia są tutaj
,
Przebieg trasy na Everytrail jest tutaj.

Jeszcze jedno słowo o tempie. Czas przejścią od wejścia na czerwony szlak na Trzydniowiański przez Starorobociańki, Ornak do Iwanickiej przełęczy to wg mapy 390 minut czyli 6,5 godziny. Mi to zajęło 4 godziny i 34 minuty, przy czym w tym są wliczone dwie przerwy po 10 minut :) Nie wiedziałem, że mam całkiem dobrą kondycję :)

4 thoughts on “Starorobociański wierch – czyli deszcz, burza i prawie jak bieg rzeźnika

  1. Jeszcze kilka takich wypraw i faktycznie możesz startować w bieszczadzkim biegu ze spokojem o miejsce w czołówce :D

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>