Miłego tygodnia

Miłego tygodnia, któregoś tam ..
:)
Tomek
——
Wydarzyło się pewnego razu, że uczeń Mistrza Kung-Fu przeszedł z
powodzeniem nauki wstępne i przystąpił do Ostatecznej Próby.
Rzekł mu wtedy Mistrz:
– Stań na placu przed świątynią i przepołów gołymi rękami deskę, którą
ujrzysz opartą o kamienie.
Poszedł tedy uczeń i ujrzał ledwbo ociosaną kłodę twardego drewna. Nie
uląkł się jednak i goła dłonią uderzył w nią tak mocno, że pękła i
dwie połówki spadły na ziemię.
– Dobrze wykonałeś zadanie – rzekł Mistrz – Teraz czeka cię drugi sprawdzian.
Pójdziesz ze mną do gospody w mieście. Poszli tedy do gospody, gdzie
ujrzeli dwóch złoczyńców bijących niewinnego kupca.
– Czyń co trzeba – rozkazał Mistrz.
Rzucił się tedy uczeń w wir walki i wnet wyleciał za drzwi z podbitym
okiem i bez zębów.

Wrócił też zaraz w niesławie do domu, a zgromadzonej przy stole rodzinie rzekł:
– To samo co rok temu. Plac poszedł dobrze, ale ujebał mnie na mieście.
————————-
Pewnego razu pogrążony w medytacji Wielki Mistrz Kim-Lan posłyszał
głos przemawiający doń z kosmosu. Skoncentrował na nim całą swą uwagę,
lecz słowa wymykały mu się, a przed oczami poczęły latać białe i
czarne pasy. Mistrz jednak nie zaniechał wysiłków i każdego dnia
próbował głębiej zrozumieć mistyczny przekaz. Po roku pierwsze wizje
wypełniły mu umysł – ujrzał tłumy pogrążone w bratobójczych walkach,
mężczyzn biegających po wielkich polach trawy, a wreszcie rozpustne
orgie na które aż miło było popatrzeć. Tak oto Wielki Mistrz nauczył
się odbierać Canal+ bez dekodera.
———————–

Lublin. Podzamcze. Okolice dworca autobusowego. Obok budki z kebabem
podryguje dziewczyna w rytm muzyki, dobiegającej z tureckiego baru. Z
oczu tanczącej płyną jednak strugi łez.
– Co się stało? Czemu płaczesz? – pyta przechodzień.
– Moja mama zachorowała na gruźlicę i niedługo umrze.
– To dlaczego tańczysz?
– Bo muzykę zajebistą puszczają.
———————–
– Kiedy do Bliskiego Wschodu dotrze zachodnia cywilizacja?
– W kilka minut po odpaleniu.
—————–
Przejście dla pieszych na głównej ulicy miasta.
Sygnalizacja świetlna, sterowana przyciskami przez chętnych do przechodzenia.
Godziny szczytu.
Po obu stronach jezdni kilkadziesiąt osób oczekujących na „zielone”.
Do słupa sygnalizacji podchodzi blondynka i naciska przycisk.
W tej samej sekundzie następuje zmiana świateł.
Dziewczyna z triumfem mamrocze pod nosem:
– No i stały by barany dalej!
————————-
– Cześć… Mateusz?
– Cześć, no Mateusz, a kto pyta?
– Twoja dziewczyna to Anka, tak?
– No tak, a co?
– Ty jej kupujesz tabletki antykoncepcyjne?
– No tak, ale o co chodzi i kim jesteś?
– Nieważne.. ja tak tylko… podziękować Ci chciałem.
—————–
Przychodzi kobieta do hotelu:
– Mąż zamawiał tu na dzisiaj pokój…
– Na jakie nazwisko?
– Nowak… Nowacki… czy jakoś tak.
————————

Komentarze