Grześ, Rakoń i Wołowiec zimą

Po raz pierwszy udało się odwiedzić Tatry zimą. Powtórzyłem część ostatniego szlaku jesiennego, czyli odwiedziłem Wołowiec w Tatrach zachodnich.

 

Szlak technicznie jest prosty jak na zimę, jednak kondycyjnie (szczególnie nie będąc w pełni zdrowym) nie było łatwo – było trochę kilometrów. Wchodzimy na szlak w dolinie przy około -13 stopniach, potem było trochę cieplej szczególnie w słońcu. Na szczęście prawie nie wiało, tylko na Wołowcu lekki wiatr sprawiał że mróz przenikał przez wilgotne ubrania i robiło się naprawdę nieprzyjemnie – temperatura odczuwalna spadała o ponad 10 stopni. Ale dzięki tejże temperaturze było bezpiecznie – śnieg był porządnie zmrożony, jedynka lawinowa plus piękna i stabilna pogoda – więc bezpieczniej w zimie być nie może.

Po raz pierwszy miałem okazję mieć na nogach raki. Chodzi się fajnie i pewnie, jest trochę ciężej niż bez nich. Dodatkowo stopa musi się przyzwyczaić do trochę innego ruchu jak na obcasach :) Dodatkowo trzeba uważać, żeby nie podrzeć sobie spodni ostrymi kolcami. Raki były potrzebne na podejściu i na zejściu na Wołowiec, czekana nie było potrzeby używać  – co najwyżej do fotki na szczycie :)

Trasa jest kopią trasy z czerwca zeszłego roku – zielonym szlakiem nudna Dolina Chochołowska, potem żółty na Grzesia i niebieski na Rakoń i Wołowiec, a potem  z powrotem. Rozważaliśmy zejście zielonym szlakiem z przełęczy pod Wołowcem, ale nikt przed nami się nie odważył, więc odpuściliśmy. Razem 27,5 km i 1340 metrów przewyższenia, czas przejścia to 12 godzin, w tym dwie godziny w schronisku i około godziny przerw na szczytach.

Miejsca charakterystyczne na szlaku:

  • Dolina Chochołowska
  • Wołowiec – 2064 m npm
  • Rakoń – 1879 mnpm
  • Grześ – 1653 mnpm

 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
wpDiscuz