IceBug Winter Trail Rogaining 2015 – relacja

Zachęcony zeszłoroczną świetną edycją tej imprezy, w tym roku tylko czekałem na prognozy pogody aby uiścić opłatę startową i znaleźć się po raz drugi na liście startowej trasy „6 godzin z mapą”. Zaś pogoda zapowiadała się piękna, przy czym warunki zapowiadały się o wiele cięższe niż w zeszłym roku, gdyż tym razem spadło 30-40  centymetrów śniegu – czyli 10 razy więcej, niż w poprzednim roku.

Impreza rozpoczyna się od wygłoszenia komunikatu startowego przez organizatorów. Dowiadujemy się, że ze względu na ciężkie warunki punkty kontrolne są ustawione przy drogach i ścieżkach, więc nie ma sensu zapuszczać się za głęboko w zaspy. Każde zejście z drogi lub szlaku grozi zapadaniem się powyżej kolana lub głębiej. Dodatkowo termometr pokazuje -10,5 stopnia.

Na starcie
Na starcie

Na 10 minut przed startem otrzymujemy mapy (w tym roku dokładniejsze,  lepszej jakości i laminowane). Szybka analiza rozstawienia punktów i widać, że tym razem organizatorzy położyli nacisk na wschodnią część Gorców, najwyżej punktowane punkty kontrolne znajdują się w okolicy Przełęczy Knurowskiej (to jest takie świetne miejsce w lecie gdzie warto się wybrać samochodem lub motocyklem i pośmigać na serpentynach). Ponieważ ostatnim razem się nie to udało, tym razem uparcie i nieco głupio planuję odwiedzić Turbacz :). Potem zbiec do Przełęczy Knurowskiej, a potem wrócić do mety, po drodze zebrać co się da. Plan, jak się później okazało, jest planem idealnym, tak właśnie pobiegli zwycięzcy. Z tym, że pokonali tę trasę mniej więcej dwa razy szybciej ode mnie :). Jak łatwo się domyśleć, mi się nie udało. Ale po kolei.

Zaczynam od PK14 (za 1 PP – Punkt Przeliczeniowy), jest zaraz obok drogi asfaltowej, którą dojeżdżało się na start. Teraz w drodze na Turbacz były możliwe dwie opcje. Albo zebrać PK10 i PK11 i dalej PK2, albo od razu PK2. Patrząc na mapę obawiam się trudnych warunków przy pierwszej opcji i odpuszczam te punkty. To był jeden z większych błędów, gdyż punkty te stały w okolicach trasy biegu liniowego, a więc przy dobrze przetartym szlaku. Tak czy inaczej ruszam na Turbacz żółtym szlakiem. To znaczy chcę ruszyć, bo szlak od razu gubię (no pięknie …) Ale nie wracam się, i jakąś tam drogą przeznaczoną do zwozu drewna prę do góry. Po drodze pierwsze widoki:

Pierwsze widoki
Pierwsze widoki

W końcu trafiam na żółty szlak, docieram do skrzyżowania z czarnym i chwilę później podbijam PK2 (2PP). Punkt zdecydowanie nie stał na Miejskim Wierchu, jakkolwiek nie miałem problemów z namierzeniem go ze szlaku. Dalej napieram na Turbacz.

Po zebraniu PK na Turbacz
Po zebraniu PK2 w drodze na Turbacz

Szczyt omijam od zachodu drogą wyznaczoną dla biegaczy. I już mam skręcać na przełęcz Rozdziele, gdy z przeciwnej strony nadbiegł kolega, który stwierdził, że to nie w tą stronę. Patrzę na kompas, wszystko pasuje, ale wracamy się na Czoło Turbacza, po czym zaś jednak stwierdzam, że to jednak było w dobrą stronę i wracamy. Po chwili trafiam na PK1 (4 PP), umiejscowiony obok tak dobrze zapamiętanego z poprzedniej edycji zimowej Solniska.

PK1 - okolice Solniska
PK1 – okolice Solniska

Teraz wracam do Schroniska pod Turbaczem, gdzie podbijam PK7 (3 PP) i robię sobie fotkę.DSC_0287Potem łapię banana, czekoladę i coś do picia i lecę dalej w stronę Długiej Polany. Po drodze mijam namioty rozłożone z okazji Winter Camp 2015.

Uczestnicy Winter Camp 2015 pod schroniskiem na Turbaczu
Uczestnicy Winter Camp 2015 pod schroniskiem na Turbaczu

Teraz miało być szybko, ale śnieg nieco rozmarzł, chociaż całkiem dobrze idzie przelot przez Długą Polanę podążając śladem skutera śnieżnego.

Długa Polana
Długa Polana

Ale gdy tylko czerwony szlak odbija na południe, robi się nieco gorzej – szlak przetarty przez skuter śnieżny kończy się, a zaczyna się ledwo przetarta butami ścieżka.

Czerwony Szlak - lekko tylko wydepatny
Czerwony Szlak na południe – lekko tylko wydeptany

Po dłuższej chwili mijam skrzyżowanie z czarnym szlakiem – był bardzo słabo przetarty, a po chwili trafiam do PK2 (4 PP). Strasznie długo zajął mi ten przelot, bo prawie godzinę.

PK - tutaj już wiem, że nie zdążę wyrobić planu, zaczynam wracać
PK2 – tutaj już wiem, że nie zdążę wyrobić planu, zaczynam wracać

Niestety zostaje mi trochę więcej niż 2,5 godziny do limitu czasowego, nie mam szans na osiągnięcie Przełęczy Knurowskiej i zagłębie drogich punktów kontrolnych (za 5PP każdy). Widząc kolegów udających się skrótem na zachód podążam za nimi. Najpierw przedzieram się przez zaspy, potem przez strumień.

Strumień przysypany śniegiem
Strumień przysypany śniegiem

Trafiam na ścieżkę przyrodniczą, którą przedzieram się do czarnego a potem czerwonego szlaku.

Zasypana śniegiem ścieżka przyrodnicza
Zasypana śniegiem ścieżka przyrodnicza

Teraz tylko do góry około 100 metrów i jest PK20  (5 PP) obok bacówki.

PK obok bacówki
PK20 obok bacówki

Zostało jeszcze 2 godziny do limitu czasowego. Czas wracać. Po drodze może uda się jeszcze coś zgarnąć. Zbiegam na południe szlakiem do Łopusznej, potem skręcam na zachód na szlak rowerowy. Zbieram PK15 (3PP) i lecę dalej. Chwilę zawahania przeżywam w Ostrowsku, przy odbiciu na czarny szlak i PK6 (za 4 PP), jednak rzut oka na zegarek (zostało 65 minut) plus analiza ryzyka (powrót do mety nie przebiega znakowanym szlakiem ani drogą) skutecznie mnie powstrzymują. Z bólem serca spokojnie już podążam do mety – mam jeszcze trochę ponad godzinę.

Wracamy na metę
Wracamy na metę

Po drodze zbieram po krótkich poszukiwaniach jeszcze PK12 (za 1PP) i zbiegam do mety po 5 godzinach i 52 minutach. Zebrałem 23 punkty przeliczeniowe – bardzo, bardzo mało, ale za to tym razem nie zebrałem żadnych punktów karnych. Zwycięzcy zebrali 47 punktów przeliczeniowych, gratulacje :)

Podsumowując – to nie był zbyt dobry dzień dla mojej orientacji – potrafiłem zgubić się na żółtym szlaku na Turbacz. Popełniłem sporo błędów strategicznych źle oceniając swoje siły – odpuściłem PK10 i PK11, trasę powinienem zacząć od wycieczki na wschód, do Przełęczy Knurowskiej. Ja natomiast urządziłem sobie zwiedzanie okolic Turbacza :). W sumie było przyjemnie :) i chyba o to też chodzi.

Co do organizacji – nie mam większych zastrzeżeń, może punkty były troszeczkę źle postawione, jednak dało się je bez problemów odnaleźć, gdyż całkiem słusznie w przypadku zimowej edycji ze względu na bezpieczeństwo uczestników nacisk położono na planowanie strategiczne, a nie precyzyjną nawigację. Mapa była świetnej jakości, zaś pakiet startowy jak zwykle bardzo fajny.

Mój przebieg trasy poniżej:mapa_iwt2015tdPrzebieg tras ośmiu różnych zawodników na jednej mapie klik. Trzeba poczekać aż się załaduje, wtedy kliknąć „Realtime” (pokaże się zegarek w lewym górnym rogu), potem skalę czasową x50, i można śledzić zawodników. Jak widać rywalizacja na tego typu zawodach polega na ściganiu się z zawodnikami, których nigdy nie zobaczysz na trasie :).

Digest movie z trasy:

PS. Wracam już z imprezy samochodem, jest godzina 15:30. Zjeżdżam do Nowego Targu. Wtem moją uwagę zwraca dwóch panów z mapami w ręku. Chyba ich widziałem ostatnio 4 godziny temu na Turbaczu. Wygląda, że chyba się trochę spóźnią na metę ;) (o prawie 2 godziny).

Galeria zdjęć

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "IceBug Winter Trail Rogaining 2015 – relacja"

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany

fajna relacja, wiesz jaką dokładnie kolejność zaliczania punktów mieli zwycięzcy?

wpDiscuz