Rajd Dolnego Sanu 2016 – TP50 – Relacja

To już się staje tradycją – w okolicach dnia, w którym zima przechodzi w wiosnę startuję w Rajdzie Dolnego Sanu – towarzyskiej imprezy na orientację należącej do PMNO organizowanej przez Huberta Pukę, charakteryzującą się świetną atmosferą oraz ukazywaniem biegaczom piękna i najciekawszych miejsc regionu.  Startuję na moim ulubionym dystansie czyli  50 kilometrów. Jest to mój trzeci start w tej imprezie – dwa lata temu impreza odbyła się w Sanoku i okolicach w niemal upalnych (jak na początek wiosny) warunkach, rok temu bazą były Dwikozy w okolicach Sandomierza – było zimno i właściwie cały czas siąpił deszcz , w tym roku zaś bazą była Nowa Sarzyna, położona około 70 kilometrów na północ od moich rodzinnych stron, a zapowiadana była słoneczna acz mroźna pogoda.

Przyjeżdżam do bazy kwadrans po 8 rano, otrzymuję od Huberta dwie mapy – jedna w skali 1:50000 przeznaczona do trekingu a druga w skali 1:10000 przeznaczona do etapu BNO. Pierwsza mapa zawiera 9 punktów kontrolnych do zaliczenia w dowolnej kolejności (Scorelauf). Druga mapa zawiera 35 punktów – z czego mamy podbić 24 dowolne z nich. Patrząc na dużą mapę kolejność nasuwa się sama – albo rozpoczynamy od etapu BNO a potem robimy PK2, albo w drugą stronę – rozpoczynamy od PK12 i kończymy PK2 i etapem BNO. Po chwili wahania i skorygowaniu :) błędnej oceny czasu pozostałego do zachodu słońca (mamy już marzec a nie styczeń i słońce nie zachodzi o 15:30) decyduję się na drugi wariant. Ale zanim to nastąpi spotykam znajomych oraz biore udział w odprawie przedstartowej prowadzonej przez  kierownika :) Huberta

Komunikat startowy

Na starcie trasy TP50 staje około 60 zawodników (i zawodniczek).

Komunikat startowy

Chwilę później jestem gotowy do startu. Wprawdzie zapowiada się słoneczna pogoda, ale ma być wietrznie, więc temperatura odczuwalna będzie niska. Dodatkowo okolica obfituje w bagna, więc biorąc także pod uwagę możliwość ciągłego przemoczenia butów decyduję się na ubranie butów z Gore-Tex-em – co mi się zdarza bardzo rzadko, gdyż normalnie przegrzewa mi się w nich stopa.

Gotowy do biegu

W napięciu ;) oczekujemy na sygnał startu.

Przed startem

Równo o 9:00 ruszamy, wybieram wariant na północ no i lecę :) najpierw asfaltem.DSC_0356

Po chwili zbiegamy z asfaltu i napieramy przez łąki, pięknie świeci słońce, ale jest całkiem zimno, szczególnie kiedy wzmaga się mroźny wiatr.

Pierwszy przelotPrzed pierwszym punktem kontrolnym natrafiam po raz pierwszy na przeszkodę, która jeszcze kilkukrotnie zepsuje mi wariant – a mianowicie rów melioracyjny. Rowy te są na tyle szerokie, że nie da się przez nie przeskoczyć, poszukiwanie zaś przejścia przez nie wymaga kilku minut poszukiwań. Tutaj trafiam na pierwszy z nich, ale nie tylko ja :)

Rowy melioracyjne, zmora biegu :)

Za rowem szybko podbijamy PK12 przy pamiątkowym pomniku i lecimy dalej.

PK12

Wbrew temu, co słyszałem o bagnach na wschód, do następnego punktu wybieram właśnie taką drogę. Lecę przez pola i natrafiam na drogę umocnioną betonowymi płytami, biegnę nią kilka kilometrów wśród bagien.Przelot przez bagno

Betonówka się kończy, ale zaczyna inna drogą, którą bez problemu trafiam do PK11 przypiętego do przewróconej ambony.

PK11

Od punktu odbijam na południe, przebiegam przez stację kolejową i ruszam dalej niebieskim szlakiem rowerowym. Tutaj jednak następuje przerwa – od pewnego czasu czuję, że buntuje mi się żołądek – muszę na chwilę zejść z trasy – tracę tutaj kilka minut, które by się przydały w końcowej klasyfikacji :). Po chwili wracam na szlak i nim lecę na południe. Wbiegam do Kuligów, a tam chce lecieć wzdłuż linii energetycznej przez łąkę. Niestety znowu trafiam na rów melioracyjny, a właściwie na skrzyżowanie dwóch – muszę się wycofać  – znowu tracę kilka minut. Oprócz tego łąka, przez którą próbuję biec jest katorgą dla nóg – składa się z wielkich darni trawy, wygląda jak trawiaste pole księżycowe.Przelot przez dziwną łąkęKontynuuję bieg na wschód, aż do momentu, kiedy wydaje mi się, że kończy się droga – odbijam w inną na południe. Niestety ta droga również się kończy i zaczynam się przebijać przez chaszcze – w końcu trafiam na szlak i  spotykam Marcina, który się dziwi, że dopiero tutaj jestem, a sam szuka bezskutecznie punktu na ambonie. Ja minąłem już do tej pory 2 ambony – bez powodzenia, razem z kolegą sprawdzamy trzecią i dopiero pod czwartą jest przypięty punkt PK13. Dla mnie był to najtrudniejszy nawigacyjnie punkt – podobno lepszym wariantem zamiast szlaku podążanie wzdłuż torów z odbiciem na południe – był on prawie o kilometr krótszy. PK13

Od ambony zamiast na wschód odbijam na zachód i znowu trafiam w jakieś chaszcze i bagno. W końcu jednak udaje się wydostać na asfalt i teraz jest już łatwo – szlakiem na południe, potem na zachód a potem znowu na południe. To znaczy tak miało być, gdyż biegnąc w tłumie zaganiam się za bardzo na zachód, na szczęście zauważam błąd i wracamy się przez las do szlaku. Po drodze mijamy trzy sztuki łosi – albo jeleni, ale raczej łosi (trochę widać jednego na zdjęciu):Łosie (albo jelenie)

Pilnując się szlaku dobiegamy do rezerwatu. Niestety żołądek nie odpuszcza, ciągle słyszę złowrogi bulgot, ale napieram :)Okolice PK14

Oczywiście rezerwat obiegamy nie z tej strony co trzeba (strata kolejnych sekund), ale w końcu punkt PK14 znajdujemy z tyłu na siatce.PK14

Teraz lecę na wschód zielonym szlakiem, wyjątkowo noga zaczęła podawać, więc mijam kilku zawodników i docieram do PK15

PK15

Ruszam dalej szlakiem – do następnego punktu chcę dotrzeć drogami, jakkolwiek zastanawiając się, czy nie skracać na zachód od zabudowań. Ostatecznie jednak trzymam się drogi i dosyć łatwo trafiam do PK16.PK16Cały czas mój żołądek złowrogo bulczy :), a ja stąd odbijam na południowy-wschód, na szczęście las jest przebieżny – przynajmniej przez chwilę wystarczającą aby dotrzeć do asfaltu. Drogą wbiegam do Malenisk, a tam skręcam w małą asfaltową drogę na wschód. Przy jej końcu postanawiam dalej ciąć przez pola na południowy wschód – co się udaje całkiem nieźle, aż docieram do lasu, który także na szczęście okazał się przebieżny.  Teraz wyskakuję na asfalt i skręcam w szlak rowerowy na południe. Mijam mostek położony przy pięknym oczku wodnymIMG_0114

A ponieważ punkt jest opisany „pomost” a nie „mostek”, więc lecę dalej i rzeczywiście – spotykam pomost, przy którym podbijam PK17IMG_0115

Lecę dalej na wschód czerwonym szlakiem, aż do skrzyżowania z niebieskim, w który to skręcam na północ. Tam gdzie się da próbuję coś skrócić przez las i bez problemów trafiam do PK18.IMG_0119

Uff, pozostał tylko jeden punkt kontrolny przed etapem BNO, szykuje się niezły przelot. No to lecę najpierw do asfaltowej obwodnicy Leżajska, potem leśną drogą na północny wschód do asfaltowej drogi, którą to wbiegam do Przychojca. Tam trochę kombinuję – zamiast napierać drogą ścinam przez pola w stronę linii energetycznej, przekraczam ją i trafiam na drogę, która doprowadza mnie do PK2. IMG_0120

Teraz pozostaje już tylko wrócić do Lasu Budzyń na etap BNO. Obiegam pobliski kanał od północy, wybiegam na otwarte pola, zmieniam mapy i zaczynam wymyślać wariant – tak aby zaliczyć 24 małe punkty kontrolne. Po drodze pomimo słońca wiatr bardzo wychładza i zaczynam marznąć, ubieram się cieplej.  W końcu dobiegam do lasu i zaczynam od wschodniej części zbierając pierwsze punkt (31), potem się przerzucam na zachodnią (63-62-61), potem centralne zagłębie punktów (64-60-59-58-57-53-54-51-52-48-49-47-45-38). IMG_0121Przy wybiegnięciem z lasu jeszcze zbieram brakujące punkty w północno-zachodniej jego części (44-43-39-40-S1-34). Etap BNO zajmuje mi dosyć długo, bo 41 minut, teraz pozostaje sprint do mety, co z radością czynię :)

DSC_0454

Na mecie jestem 6 godzin i 17 minut od startu. Długość mojego wariantu to 48,8 km i 260 metrów przewyższeń, więc mega-płasko. Wynik czasowy wystarcza mi na 6 miejsce w kategorii męskiej (na 50 uczestników) a 7 miejsce open (na 61 zawodników i zawodniczek) – jestem zadowolony, jakkolwiek 6 minut krótszy czas dałby mi miejsce tuż za podium … Mogłem robić mniej zdjęć – chociaż oczywiście nie żałuję – dla mnie najważniejsza jest przyjemność ze startu, wynik ma drugorzędne znaczenie. Poza tym muszę znaleźć rozwiązanie na moje ciągłe kłopoty żołądkowe podczas startów, przez które energia mi się dosyć szybko kończy, gdyż nie jestem w stanie przyjąć w czasie biegu większej ilości pożywienia.

Impreza mi się podobała, pogoda dopisała, trasa malownicza i organizacja wzorcowa – widać lata doświadczenia Huberta nie poszły na marne :) Dziękuję organizatorom oraz współnapieraczom za możliwość takiego fajnego startu.

Przebieg trasy na 3drerun – ślady czterech zawodników – klik

Przebieg trasy na mapie organizatorów.rajd-dolnego-sanu-tp50-2016-td

 

Film z trasy:

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Rajd Dolnego Sanu 2016 – TP50 – Relacja"

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany

Gratuluje świetnego wyniku i udanego startu! BnO zrobiłem niemal identycznie, tylko zamiast 38 wziąłem na koniec 34. Moja relacja na http://www.juraszewski.pl

wpDiscuz