Chudy Wawrzyniec 50+ 2016

Chudy Wawrzyniec 50+ 2016

Chudy Wawrzyniec jest imprezą w której chciałem wystartować od dwóch czy trzech lat.  Impreza ta, moim zdaniem, będąc jedną z najstarszych jest równocześnie jedną najważniejszych imprez biegowych w górach w Polsce.  Nie udało mi się tutaj wystartować wcześniej, gdyż dwa lata temu się czułem zbyt słaby biegowo, rok temu zbyt blisko czasowo odbywał się Bieg Granią Tatr. W tym roku planowałem trochę odpuścić starty, więc przy otwarciu zapisów na Chudego Wawrzyńca spróbowałem swojego szczęścia w losowaniu licząc, że nie zostanę wylosowany. Ale po kolejny losowania nie było, prawo do startu otrzymali wszyscy zapisani chętni, ja zaś zapełniłem sobie pierwszy weekend sierpnia imprezą biegową.

Zastanawiałem się, czy w ogóle pisać kolejną relację z Chudego Wawrzyńca. Przecież w sieci jest ich tyle, dodatkowo organizatorzy ogłosili konkurs na relację do swojego portalu, więc jest ich nawet więcej niż potrzeba :) . Więc po raz kolejny tylko z kronikarskiego obowiązku napiszę parę słów i wstawię kilka zdjęć, może ktoś będzie chciał skorzystać :) chcąc osiągnąć w kolejnej edycji podobny wynik.

Tym razem nie muszę uzupełniać historii treningów – tydzień temu byłem na Czarnej Cobrze w Karnieszewicach i nie dałem rady już pojechać nigdzie indziej na dłuższy trening :), musiałem odpoczywać i regenerować się, zaś kolejny weekend to był właśnie weekend z Chudym Wawrzyńcem.

Chudy Wawrzyniec jest biegiem górskich o charakterze liniowym (po wyznaczonej trasie) odbywającym się w Beskidzie Żywieckim w obszarze Worka Raczańskiego.  Do wyboru są dwie trasy długości około 52 km i około 88 km, wybór trasy następuje na 42 kilometrze biegu. Start jest w Rajczy, meta w Ujsołach. W tym roku odbyła się piąta edycja tej imprezy, ja zaś od początku nastawiałem się na pokonanie trasy krótszej. Moim celem czasowym było ukończenie poniżej 8 godzin, najlepiej w okolicach 7 godzin i 30 minut, a gdyby wszystko dobrze poszło to z pewną nieśmiałością chciałem przebiec trasę krótką poniżej 7 godzin.

Z Krakowa wyjeżdżam grubo po godzinie dwudziestej, w biurze zawodów jestem przed dwudziestą trzecią. Odbieram pakiet i szczęśliwie ostatni bilet na przejazd busem z Ujsołów do Rajczy na start biegu, który był zaplanowany na 4 rano. Pamiętając Bieg Rzeźnika uważałem, że nie ma sensu szukać noclegu i kłaść się spać. Zamiast tego przeorganizowałem wnętrze samochodu i położyłem się w środku na materacu. Spałem jakieś 2 godziny, pobudka nastąpiła o 2:30 gdyż o 3:00 miałem być w autobusie, a trzeba się jeszcze przygotować i coś zjeść. Po przebudzeniu mała niespodzianka – deszcz zapowiadany na koniec poprzedniego dnia nieco się spóźnił i właśnie zaczął lekko padać. Trochę mnie to cieszy a trochę smuci – będzie się dobrze biegło, ale pewnie trochę zmarznę i przemoknę :). Analizując trasę i pogodę zabieram ze sobą dwa litry płynów – litr wody w bukłaku na plecach, pół litra wody i pół litra Coli w softflaskach. Patrząc na pogodę taka ilość płynów była zbyt duża – ale mam sprytny plan, aby jak najmniej się zatrzymywać aby wodę uzupełnić. Oczekujemy na start około 40 minut skrywając się przed deszczem pod dachem i w pomieszczeniu.

Chudy wawrzyniec - na starcie
Chudy wawrzyniec – na starcie

Start następuje o 4:03 rano ze względu na konieczność synchronizacji z pociągiem. Pierwsze 6,5 kilometra to asfalt, tradycyjnie rozpoczynam powoli, rozgrzewam się, trochę wyprzedzam. W Soli rozpoczyna się podejście na Rachowiec – nie jest bardzo strome i sporą część lekko podbiegam. Z Rachowca zbieg do punktu kontrolnego, jestem tam 1 godzinę i 23 minuty od startu, czyli w miarę według planu.

Zbieg do punktu kontrolnego, źródło: fotomaraton.pl
Zbieg do punktu kontrolnego, źródło: fotomaraton.pl

Kolejna część trasy mija bardzo szybko – najpierw trochę asfaltu, potem ciągle podbieg, zbieg, podejście – trasa jest bardzo biegowa. Pamiętam tylko kiedy mijałem Skalankę, przejście graniczne, szczyt Kikuli, Przysłopy i już byłem na Wielkiej Raczy. Jestem tam niecałe 3,5 godziny od startu więc idzie mi całkiem dobrze – jest chłodno, mam siły, pobiegam sporo, na zbiegach mogę biec nieco mocniej dzięki dobrym butom. Sporo osób tradycyjnie wyprzedzam na podejściach, tym bardziej, że niektórzy już zaczynają okazywać oznaki zmęczenia. Na Wielkiej Raczy mam jeszcze ponad litr wody, nie zatrzymuję się w ogóle, od razu lecę dalej. Za mną 26,5 kilometra i ponad 1350 metrów w górę, at teraz zaczyna się kawałek trasy, który najbardziej mi się podobał. Lekki zbieg, od czasu do czasu podbieg, bardzo rzadko muszę podchodzić. Na trasie jest sporo błota, ale nie przeszkadza mi to, jest miękko, więc moje łydki nie bolą, tylko mocno podają na podejściach, tylko błoto lepi się do nóg i trzeba je otrzepywać, buty (X-talony) świetnie trzymają.

Przelot od Wielkiej Raczy, źródło: fotomaraton.pl
Przelot od Wielkiej Raczy, źródło: fotomaraton.pl

Ciągle wyprzedzam, trochę mniej jestem wyprzedzany, kształtuje się moja ostateczna pozycja na mecie. Po kolejnych prawie 11 kilometrach i tylko 300 metrach w górę docieram do punktu kontrolnego i odżywczego na Przegibku – jestem tam po 4 godzinach i 48 minutach od startu i zaczynam widzieć szansę na pobicie siedmiu godzin na mecie.

Chudy Wawrzyniec - wypas na Przegibku
Chudy Wawrzyniec – wypas na Przegibku

Jest dobrze, mam siły, na punkcie jem tylko arbuzy i orzechy. Woda w bukłaku mi się skończyła, dolewam więc tylko wodę do softflasków, litr na ostatnie 15 kilometrów powinien wystarczyć. Na punkcie przebywam minutę i kilka sekund i lecę dalej. Do Rycerzowej Wielkiej podbiegam, na samą Rycerzową już spokojnie podchodzę, jestem tam 5 godzin i 33 minuty od startu, do końca jeszcze tylko niecałe 11 km z jednym mocniejszym wzniesieniem po drodze.

Rycerzowa Wielka, źródło: fotomaraton.pl
Rycerzowa Wielka, źródło: fotomaraton.pl

Na szczycie znajduje się punkt, gdzie należy zdecydować o wyborze wariantu trasy – ja nie mam wątpliwości, pomimo kuszenia „trasą dla mężczyzn” przez spotkanego tam Daniela, wybieram trasę krótką. Otrzymuję czerwona opaskę od wolontariuszy i zbiegam przez Halę Rycerzową w okolicach mojej ulubionej Bacówki na Hali Rycerzowej – tym razem nie mam czasu aby się tam zatrzymać, poza tym widoki nie porażają, lekko pada i nic nie widać.

Zbieg przez Halę Rycerzową, źródło: fotomaraton.pl
Zbieg przez Halę Rycerzową, źródło: fotomaraton.pl

Ciągle mam siły więc biegnę, podbiegam nawet pod Muńcuła podchodząc tylko najbardziej strome fragmenty. Oczywiście sam Muńcuł dłuży się niemiłosiernie, kilka razy wydaje się, że już jestem na szczycie, a to ciągle jeszcze nie to. W końcu rozpoczyna się zbieg, ze szczytu jest 5,5 kilometra do mety.

Zbieg z Muńcuła
Zbieg z Muńcuła, autor: Joanna

Zaczynam odczuwać zmęczenie i zbieg nie wchodzi tak szybko jakbym chciał, dodatkowo łapią mnie skurcze w łydki (gdzieś zapodziałem magnez i sole mineralne). Zbieg się nieco dłuży, ale na końcu zostaje finisz po asfalcie i na metę docieram 6 godzin i 52 minuty od startu. GPS w Fenix-ie pokazuje 52,3 kilometra i 2230 metrów deniwelacji. Mój wynik daje mi miejsce 84 na około 540 zawodników, z wyniku jestem bardzo zadowolony, na wpływ na pewno miała idealna biegowa pogoda.

Chudy Wawrzyniec - meta, źródło: fotomaraton.pl
Chudy Wawrzyniec – meta, źródło: fotomaraton.pl

Na mecie jeszcze konsumuję posiłek regeneracyjny, czekam na znajomych i dopinguję pozostałych zawodników, po 4 godzinach ze względu na pogodę zbieram się i wracam do Krakowa.

Chudego Wawrzyńca wspominam bardzo dobrze. Niby nic wielkiego, kolejny krótki ultramaraton górski, ale jest w nim coś więcej, co ciężko jest wytłumaczyć, może chodzi o klimat. Oprócz tego widać świetny warsztat – trasa jest perfekcyjnie oznakowana – jak gdyby znakował ją biegacz – kiedy biegłem i przyszło mi do głowy upewnić się, czy jestem na trasie mój wzrok zawsze znajdował taśmę. Pewnym wyzwaniem jest logistyka – jeden punkt odżywczy sprawia, że trzeba dobrze zaplanować gospodarkę wodną i dołączyć ją do układania strategii biegu. Na trasie oprócz rozbiegówki jest niewiele asfaltu, a sama trasa jest bardzo biegowa nawet dla dosyć przeciętnego informatycznego truchtacza jak ja.

Przebieg trasy:

Całkowity dystans: 52350 m
Najwyższy punkt: 1183 m
Najniższy punkt: 479 m
Wyskokość podjazdów: 2298 m

Gdyby ktoś chciał pobiec na podobny wynik to ślad jest tutaj.

 

%d bloggers like this: