Mazurskie Tropy 2018 – TP50

Mazurskie Tropy 2018 – TP50

Nigdy nie byłem na Mazurach, a trochę lat już mam :). Dlatego w tym roku postanowiłem upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i odwiedzić ten region przy okazji startując po raz pierwszy w maratonie na orientację Mazurskie Tropy o którym słyszałem dużo dobrego – aby samemu się przekonać o legendarnej jakości tej imprezy.

Mazury

Przyjeżdżam na Mazury kilka dni wcześniej, chcę zobaczyć tę część Polski okupowaną zwykle głównie przez przedstawicieli miasta stołecznego ;). Bazę mam w Mrągowie, odwiedzam Mikołajki i najbliższe okolice – zdjęcia można zobaczyć tutaj. No cóż, Mazury są piękne w lecie :)

Widok na jezioro Śniardwy
Widok na jezioro Śniardwy

 

Mazurskie Tropy

Start w Mazurskich Tropach jest zaplanowany na 8 rano w sobotę w Barczewie, tak więc spokojnie wyjeżdżam z Mrągowa o przed 7 rano i melduję się w bazie zawodów 25 minut później, dwupasmowa droga jest wygodna i szybka :) . Piętnaście minut przed startem odbywa się odprawa. Prognozy pogody są dobre, może nawet aż za dobre – cały dzień będzie lampa, znowu martwię się o swoje odwodnienie.

Mazurskie Tropy TP50 - odprawa
Mazurskie Tropy TP50 – odprawa

Tradycyjnie – spotkam znajomych, których jest jakby mniej niż zwykle – z południowej Polski chyba jestem tylko ja :)

Pięć minut przed startem otrzymujemy mapy – do zebrania jest 20 punktów kontrolnych w dowolnej kolejności. Rzucając okiem na mapę narzucają się dwa warianty z małymi kombinacjami pośrodku – zaczynamy od południa czyli od PK1, potem PK13 i kończymy na PK6 i PK16  albo dokładnie w przeciwnym kierunku. Pewną zagadką jest kolejność zaliczania punktów PK20 i PK7, jednak tradycyjnie zostawiam to na później, może mi się umysł rozjaśni w czasie biegu.

Mazurskie Tropy TP50 - rozdanie map
Mazurskie Tropy TP50 – rozdanie map

Startujemy punktualnie o 8 rano, oczywiście zawodnicy od razu rozdzielają się na dwie grupy – część zaczyna od północy, ja zaś z większością zawodników zaczynam wariant południowy od PK1 – tradycyjnie na początek wybieram dłuższe przeloty. Do okolic PK1 docieramy bezproblemowo, za to chwilę mi zajmuje znalezienie samego punktu – punkt jest opisany „Na wschód od ruin”. Okazało się, ze te ruiny domu są ukryte w krzakach i pokrzywach. Tak więc od razu na początku poznałem zamysł architekta trasy – punkty będą umieszczone precyzyjnie ale w miejscach nie zawsze widocznych z daleka, jakkolwiek nie do przeoczenia, trzeba będzie czesać krzaki. Trochę już na początku podrapany i poparzony ruszam dalej. Do kolejnego punktu musimy najpierw przejść przez zniszczony most.

Mazurskie Tropy TP50 - zniszczony most
Mazurskie Tropy TP50 – zniszczony most

Dalej czekał mnie długi przelot asfaltem – jest przed 9 rano, ciągle jest dosyć chłodno, leci się przyjemnie. A po drodze kwitnie coś fioletowego, ale bardzo ładnego.

Mazurskie Tropy TP50 - przelot do PK13
Mazurskie Tropy TP50 – przelot do PK13

PK13, bo to był kolejny punkt, znajduję bezproblemowo przypięty do wiaty. Teraz kończą się przeloty i zaczyna powoli robić Mazurska Masakra Bagienno-Pokrzywna. Najpierw biegnę szeroką szutrową drogą razem z Anią, z której należy odbić w ścieżkę wzdłuż kanału – z drogi a nie z Ani ;). Ścieżka wzdłuż kanału ginie, więc przedzieram się wzdłuż niego bez ścieżki, na końcu przebijam się przez niego na łąkę aż docieram do granicy lasu i spotykam tam innych zawodników biegających w różne strony. Na szczęście ja wiem w którą stronę powinienem pobiec – powinienem obiec wzgórze przy którym jestem na północ aż do jeziora, i tak rzeczywiście jest – podbijam PK3. Tak się składa, że kłopoty tutaj miał Janek Lenczowski, więc razem biegniemy od tego punktu do kolejnego. Na zdjęciu poniżej jedyny moment kiedy nadążałem za Jankiem :)

Mazurskie Tropy TP50 - przelot do PK4
Mazurskie Tropy TP50 – przelot do PK4

Dobiegając do punktu i wbijając się w krzaki nie zauważam dostarczonego na mapie rozświetlenia i zaczynam szukać punktu na ślepo nie w tej niecce co trzeba, dopiero po chwili lecę za Jankiem do sąsiedniego wąwozu i znajduję bagno a przy nim PK4. Tak właściwie bagno to takie małe jezioro, ale kto by się tam czepiał :), muszę zapamiętać tę definicję na resztę zawodów. Janek mi ucieka i zobaczę go dopiero na mecie, chociaż wirtualnie kilka razy się przetasujemy. Zaczynam zbiegać na południe do PK9 przez jakieś dwie minuty, kiedy sobie przypominam, że planowałem lecieć do innego punktu. Tak więc wracam się z powrotem do PK4, mijam go i przebijam się przez bagno i chaszcze na północ. Po dłuższej chwili wylatuję na szeroką szutrówkę, tam chwila konsternacji i próby przypomnienia sobie wskazania kompasu i zbiegam na południe aby po chwili odbić na wschód i zbiec nad brzeg jeziora do pięknie położonego PK18.

Mazurskie Tropy TP50 - PK18
Mazurskie Tropy TP50 – PK18

Do kolejnego punktu napieram brzegiem jeziora na południe – czasami jest ciężko, czasami się trafi jakaś ścieżka zwierzęca, ostatecznie udaje się w miarę sensownie wyskoczyć w okolicy PK5 i go podbić – oczywiście obiegam półwysepek na którym jest punkt dłuższą drogą od zachodu, ale piękny jest :) – z piękną plażą – niektórzy zawodnicy zażywali tutaj kąpieli. Przy wbieganiu na półwysep mija mnie Paweł Jankowiak, a wiem, że jest szybki, więc jak na razie moje tempo nie jest najgorsze. Zbiegam w okolice kolejnego punktu, wbijam się w las i szukam bagna na brzegu którego powinien być punkt – dziwnym trafem bagno znajduję, ale dojście do niego jest tak zachaszczone i zapokrzywione, że postanawiam to bagno lekko obiec. Ten lekki obieg wychodzi nieco za daleko, tak daleko że gubię to bagienko i muszę znowu go szukać. Na szczęście w okolicy właśnie kręcił się Paweł i jeszcze jeden zawodnik, więc bagno i punkt udało się namierzyć szybko podbijamy PK9 i lecimy dalej. Rozdzielamy się, ja biegnę grzbietem, koledzy lecą dalej dołem. Szybki przelot szutrową drogą wzdłuż jeziora i dobiegam do wzgórza, na którym jest PK17 oraz dwóch kolegów z poprzedniego punktu. Tutaj ostatecznie się rozdzielamy – jeden z kolegów leci na PK5 a Paweł włącza 5 bieg i mi odjeżdża w kierunku PK7. Na spokojnie go gonie biegnąc groblą i podziwiając mazurskie widoki.

Mazurskie Tropy TP50 - okolice PK17
Mazurskie Tropy TP50 – okolice PK17

Dobiegam do końca grobli a tam niespodzianka – zamknięta brama. Po drodze nie było żadnego mostku, z lewej jezioro, z prawej błotnisty i głęboki kanał, więc przez bramę przeskakuję – wyjątkowo, bo tak właściwie okazało się, że grobla jest wewnątrz a nie na zewnątrz, więc przeskoczenie przez bramę skierowało mnie ku wolności :) Wbiegam do miejscowości Bartołty Wielkie i od razu wbiegam do sklepu i kupuję litr Coca-Coli. Z ciekawostek – pani w kolejce przede mną płaciła za zakupy pięcioma garściami drobniaków, pomyślałem, że to nie przypadek a celowe działanie konkurencji ;) – rzuciłem kasę na blat i uciekłem ;). Spokojnie tankuję kolę nie wiedząc, że w tym czasie wyprzedzający mnie Janek i Paweł desperacko poszukują PK7 po okolicznych łąkach, punktu do którego się właśnie udaję. Tymczasem ja nieświadomie sobie spokojnie podchodzę pod górkę, namierzam pierwszą drogę do zabudowań – od jej końca muszę napierać prosto na wschód. Ale nie jest tak prosto – wypadam z małego lasku i coś się nie zgadza – widzę przed sobą jeziorko. To było odpowiednie jeziorko, ale coś mi się pomieszało i poszedłem po czyichś śladach na południe (jak się okazało były to ślady Pawła). Tam zaczynam się zapadać po kolana bo wpadam w bagno, więc dochodzę do wniosku, że jednak to było właściwe jezioro więc wracam się i obchodzę go od północy aż do grzbietu przez jakiś rów – i trafiam na punkt PK7 ukryty w krzakach. Ponieważ słyszę, że ktoś się kreci w pobliżu to żeby go nie naprowadzać cichaczem wbijam się w krzaki (sorry) i oddalam w kierunku wschodnim. Jak się okazało znalazłem ten punkt przed Pawłem i długo przed pogubionym Jankiem i chwilowo byłem liderem zawodów :) – mała rzecz a cieszy. Przebijam się chwilę przez gęste krzaki, wyskakuję na łąkę i lecę w kierunku lasu, łatwo znajduje PK8.

Mazurskie Tropy TP50 - PK8
Mazurskie Tropy TP50 – PK8

Pętla powrotna

Teraz biegnę w kierunku PK10, to ma być łatwy punkt, bo na mapie jest jego dodatkowe rozświetlenie. Tuż przy punkcie mijam Marcina Sontowskiego, mocnego zawodnika, który biegnie w przeciwną stronę – rozpoczął zawody od punktów na północy. Rozpoczynam poszukiwania, czeszę pagórek we wszystkie strony, ale punktu nie ma. Punkt opisany jest „Ruiny na górce”, więc spodziewam się szczątków jakiegoś starego domu. Czeszę pagórek drugi raz, punktu nie ma. Wracam się do drogi i znowu zaczynam czesać – punktu nie ma. Znowu wracam się do drogi i czesze nieco wcześniej niż poprzednio i już tracę nadzieję, ale za krzakami odsłania się coś jak dół piwniczny z ceglanymi ścianami, a w środku jest PK10. Ech, piętnaście minut w plecy, ale nic – trzeba lecieć dalej. Do kolejnego punktu można było lecieć na rozświetleniu. Szczerze to nie patrząc na mapę poleciałem najpierw trochę na zachód, a potem trochę na północ i w momencie, kiedy stwierdziłem, że nie wiem gdzie jestem i zacząłem się namierzać wypatrzyłem rów, w którym był PK11 – fuks zawodów. Ciągle jestem wirtualnym liderem, Paweł w tym czasie szuka PK11 a Janek dociera właśnie do PK10. Od PK11 odbiegam przez dziki las na zachód aż do drogi, dosyć niespodziewanie trafiam w przecinkę i już w kontrolowany sposób biegnę na zachód po ścieżkach. Ścieżki kończą się nieco za wcześnie, ale napieram na zachód trafiając na bagno, wiem że jestem już blisko celu, bo wystarczy teraz biec przez las wzdłuż granicy bagna na północ i trafiam na PK12 i miliony much.

Mazurskie Tropy TP50 - PK12
Mazurskie Tropy TP50 – PK12

Od punktu uciekam na północ, dosyć szybko znajduję szeroką drogą szutrową, dobiegam do asfaltu i do PK19, gdzie znajdował się także punkt odżywczy. Dolewam wody do softflasków, wypijam kilka kubków kompotu, zjadam ciastka. I pytam też o innych zawodników – ale na punkcie nikt nie wiedział, czy już ktoś biegł w moją stronę, bo nikt tego nie śledził. W rzeczywistości byłem tam pierwszym zawodnikiem z pętli południowej. Po zatankowaniu zagapiam się zbiegam o jedną drogę za daleko i muszę się przebijać przez pastwiska zajęte przez krowy i całkiem spoko konie. Na szczęście nie są agresywne. Docieram do ścieżki wzdłuż rzeki Dadaj i zbiegam nią do asfaltu. Z asfaltu zbiegam tuż za mostem zbiegam na pole i po chwili zbiegam na brzeg rzeki szukać punktu. Zbiegam aż do rozwidlenia i punktu nie ma. Wracam się na północ i punktu nie ma, dogania mnie tutaj Paweł. Znowu idę na południe, tym razem idę nieco dalej niż rozwidlenie rzeki i znajduję PK15.

Mazurskie Tropy TP50 - PK15
Mazurskie Tropy TP50 – PK15

To był chyba jedyny punkt, który stał minimalnie w innym miejscu – po prostu na mapie próg był zaznaczony trochę za nisko w porównaniu do rzeczywistości. Paweł ucieka do PK20, ja zmierzam w stronę PK21, ale po chwili się wracam i wybieram jednak PK20. Przechodzę przez rzekę po progu i wbijam się w chaszcze. Przebijam się na południe po grobli między bagnami. Niestety grobla się kończy a ja muszę się chyba wycofać, na szczęście kątem oka wyłapuję jakąś ścieżkę zwierzęcą przez bagno – i tak się udaje zarośniętą groblą dotrzeć do asfaltu. Nie kombinuję, po prostu naokoło asfaltem zbiegam znowu do miejscowości Bartołdy Wielkie (podoba mi się ta nazwa), za mostem odbijam w polną drogę, zbiegam w dół i znajduję PK20. Wracam do ścieżki, biegnę na północ dopóki ścieżka się nie kończy, potem trawersem omijam bagno aby wpaść w wąwóz, którym zbiegam aby na końcu po przejściu przez błoto po kostki dostać się do PK21.

Mazurskie Tropy TP50 - PK21
Mazurskie Tropy TP50 – PK21

W tym czasie Paweł i Janek zaczynają się plątać w okolicy kolejnego punktu, a ja właśnie do niego wyruszam. Najpierw ścinam prosto przez dziki las na zachód i docieram do szutrówki. Przebijam ją aby znowu przedzierając się przez las dotrzeć do kolejnej szutrówki. Tam wypadam w pobliżu ogrodzonej szkółki leśnej – aby napierać na zachód muszę to robić wzdłuż ogrodzenia. Po chwili trawersując zbocze pagórka widzę na dole bagno :). Rzadko się cieszę na widok bagna, ale tym razem znaczyło to, że jestem w dobrym miejscu.  Ponieważ jestem na trawersie a kolejny punkt jest opisany „Górka”, więc skręcam na północ aby wyjść na grzbiet wzniesienia, zejść do mini przełęczy i wyjść na kolejny grzbiet, gdzie sobie spokojnie stał PK2. Wydaje się, że był to najlepszy wariant dotarcia do tego punktu – osoby które sugerowały się mapą i atakowały ten punkt od południa trafiały na ciężkie do przejścia bagno. Niestety teraz kończą mi się siły, moje bieganie coraz częściej przechodzi w marsz. Spokojnie zbiegam z górki, znajduję drogę na zachód którą wybiegam z lasu do pola, a na polu widać ambonę do której przypięty jest PK14.

Mazurskie Tropy TP50 - PK14
Mazurskie Tropy TP50 – PK14

Finisz

Teraz miało był łatwo – wg mapy wystarczyło sobie przejść brzegiem jeziora na zachód. Razem z napotkaną koleżanką z trasy TP25 próbujemy tę opcję, ale trafiamy na bagno. Trochę się wycofujemy, schodzimy na południe i próbujemy znowu – znowu bagno po kolana zaraz przy brzegu, zbyt niebezpieczne. Za czwartym chyba razem trafiamy na kładkę i przechodzimy przez kanał generujący to bagno. Podobno niektórzy zawodnicy przeszli przez bagno i kanał bez kładki – podobno było głębokie tylko do pach :). Teraz tylko przez pola i do ścieżki, od niej odbijam na wschód i trafiam na brzeg bagna oraz PK6. Po drodze zgarniam Karola, który chwilę wcześniej wpadł do kanału po pas i zmoczył mapę, przez co ten kawałek papieru rozpuścił się, a który poprosił mnie, żeby mu pomóc nawigować do mety. To znaczy teraz muszę pamiętać, aby się koledze nie próbować urywać :) Niestety dwie głowy i jedna mapa to nie była dobra kombinacja, bo do kolejnego punktu zamiast brzegiem jeziora jak sugerował Kwito na odprawie zbiegamy do asfaltu aby się wrócić w okolice Góry Krzyżowej – nadrabiamy spokojnie około kilometra. Przechodzimy mostem przez rzekę i po wydeptanych śladach trafiamy na ostatni już dzisiaj PK16. Teraz pozostaje dobiec do mety, spokojnie sobie truchtamy. Nie mamy nadziei na dobry wynik w trasie jesteśmy już ponad 9 godzin, więc bardzo długo jak na płaską pięćdziesiątkę. Jakkolwiek okazało się, że mój czas wystarczył na 6 miejsce open, a więc niespodziewanie zająłem całkiem dobre miejsce. Zawody wygrywa Mateusz Mioduszewski przed Marcinem Sontowskim, którzy wybrali wariant północny/prawoskrętny, przed Pawłem Jankowiakiem i Jankiem Lenczowskim, z którymi się „ścigałem” ;). Jeżeli chodzi o kobiety to wygrywa Dorota Duszak (z którą się minąłem na PK6), przed Anią Sejbuk (z którą leciałem początek zawodów) i Kasią Karpą (której nie spotkałem na trasie ;))

Mazurskie Tropy TP50 - meta
Mazurskie Tropy TP50 – meta

Na mecie czekał na nas Kwito oraz co fajniejsze ciepły posiłek oraz zimne piwo w wersji bezalkoholowej jak i klasycznej. Tego mi było trzeba ;)

Podsumowanie

Cóż mogę napisać, Mazurskie Tropy są imprezą perfekcyjnie zorganizowaną a rozgrywaną w pięknym ale trudnym terenie. Dzięki Kwito i ekipa :)

Szczerze nie spodziewałem się takich trudności na płaskiej trasie, impreza jest chyba najtrudniejszymi zawodami na których byłem a które nie przebiegały po górach. Dodatkowo architekt trasy nie ułatwia i stawia punkty w średnio dostępnych i czasami mało widocznych miejscach :) – ale taki urok Tropów. Trochę inaczej niż na wyżynach trzeba planować trasę – trzeba uważać na kanały i bagna – przez niektóre nie da się przejść :), o czym dowiadujemy się dopiero docierając do ich brzegu. Dodatkowo lasy to jest straszna dzicz – miejscami coś jak puszcza pierwotna :), prawie jak Beskid Niski. W lesie napotkałem sporo owadów – much i komarów, które trochę gryzły, ale głównie w momencie, kiedy się zatrzymywałem – kiedy biegłem to sobie trenowały latanie w stadzie ciągnąc się za mną – więc nie było tak źle.

W czasie zawodów przebiegłem prawie 59 kilometrów w czasie 9 godzin i 16 minut. Uzyskany rezultat pozwolił mi na zajęcie 6 miejsca na 52 uczestników, pełne wyniki są tutaj. Nie udało mi się wymyślić optymalnego wariantu wg organizatorów – stąd ten dłuższy o kilka kilometrów dystans. Dodatkowo w dystans weszło parę kilometrów czesania krzaków przy niektórych z punktów kontrolnych.

Trochę ruchomych obrazków z imprezy jeżeli ktoś chce zobaczyć warunki na trasie – film z imprezy – na FB.

Walkę na trasie w postaci ruchomych kropek można zobaczyć tutaj. (ustawiamy Realtime On, potem włączamy time slider i obserwujemy kropki na mapie).

Przebieg trasy na mapie organizatorów (czarny ślad) kontra wariant optymalny (różowy ślad)

%d bloggers like this: