III Ultra Maraton Bieszczadzki 2015 – relacja

Po raz pierwszy z Ultramaratonem Bieszczadzkim spotkałem się trzy lata temu. Wtedy jeszcze nie myślałem, że będę uwielbiał bieganie po górach. Miałem właśnie w nogach swój pierwszy asfaltowy maraton i właśnie byłem w okolicy przy okazji jesiennego spacerowania po Bieszczadach. Spacerując po obiedzie pamiętam zawodników, którzy finiszowali na mecie w centrum Wetliny i czegoś im zazdrościłem wiedząc, że bieg był wtedy ponad moje siły. Rok później nie wystartowałem w Ultramaratonie Bieszczadzkim ze względu na zamknięcie cyklu  Perły Małopolski w Kościelisku. A bardzo żałowałem po tym, jak zobaczyłem film z UMB przygotowany przez Beskid.tv. Na pocieszenie udało się wyskoczyć tydzień przed UMB w Bieszczady  na mały rekonesans trasy. Więc w tym roku nastawiłem się i udało się w końcu wystartować i to w bardzo zacnej ekipie.

Czytaj dalej

Bieg Granią Tatr 2015 – relacja z ogona stawki

Od jakiegoś czasu nie dodałem żadnego nowego wpisu. Powodem był finał przygotowań do najważniejszych zawodów w tym roku, czyli do Biegu Granią Tatr. Wiedziałem, że ten bieg jest trudny, a moje przygotowanie do takiego wyzwania pozostawiało wiele do życzenia. Z tego względu starałem się unikać  innych imprez biegowych i sumiennie trenować, więc nie było o czym pisać :) .

Tak właściwie to w tym roku chciałem odpuścić mocniejsze treningi i zawody, a więcej biegać zupełnie na luzie i jeszcze bardziej dla przyjemności, co oczywiście nie oznacza, że całkowicie bez rywalizacji . Odpuściłem zapisy na górskie ultramaratony liniowe,  za to chciałem za to sobie od czasu do czasu pobiegać bieg na orientację dla przyjemności, trochę sprintu, a czasami maksymalnie pięćdziesiąteczkę w ramach PMNO (nie licząc obowiązkowego Maratonu Kierat), równolegle bez spiny trenując. Niestety ;) los chciał inaczej. W lutym, kiedy to rozpoczęły się zapisy do Biegu Granią Tatr pod wpływem impulsu wpadło mi do głowy, aby wziąć w nim udział pomimo, że moje doświadczenia z biegania w Tatrach były żadne, a nawet negatywne – pamiętam zeszłoroczne podejście (i zejście) na Krzyżne, które przeklinałem nawet jako piechur. Niestety ;)  cierpliwość nie jest cechą, którą posiadam, nie chciało mi się czekać kolejne dwa lata, wysłałem zgłoszenie i zostałem wylosowany. Na szczęście punkty kwalifikacyjne wymagane do startu miałem zgromadzone (za Maraton Kierat i Bieg Rzeźnika), teraz zostało mi tylko mocno trenować :) i wystartować  dokładnie za 6 miesięcy, czyli 15 sierpnia 2015.

Czytaj dalej

Łemkowyna Ultra Trail 70 2014 – relacja

Tak właściwie to nie miałem brać udziału w Łemkowyna Ultra Trail w tym roku. I gdybym taką decyzję utrzymał, byłby to błąd, którego szybko bym sobie nie wybaczył. Na szczęście znowu podjąłem spontaniczną decyzję i jednak pojawiłem się na tej świetnej, jak się okazało, imprezie.

Planując starty w 2014 roku zamierzałem skupić się na dwóch celach – przebiegnięciu Biegu Rzeźnika oraz zdobyciu kilku punktów do PMNO podczas bardzo przyjemnych imprez na orientację na dystansie około 50 km. Przy okazji też chciałem pobiegać sobie na Perłach Małopolski. I to się wydawało na tyle zajmujące, że nie pomyślałem, że zapiszę się na kolejny bieg górski, tym bardziej, że miała to być pierwsza edycja tego biegu i miałem trochę obaw z tym związanych. Jak się okazało – zupełnie niesłusznie. Ale po kolei.

Czytaj dalej

XI Bieg Rzeźnika 2014

Od kiedy pierwszy raz się pojawiłem w Bieszczadach odwiedzam je co najmniej dwa razy w roku aby podziwiać widoki i cieszyć się ciszą, jaka zapada wieczorem. Ale przez te kilka lat nie przyszło mi do głowy, że będę je odwiedzał po to, aby tam pobiegać. Na ten pomysł wpadłem na początku tego roku – Bieg Rzeźnika – dlaczego nie ? Po walce na szybkie palce i szybkie łącza w czasie zapisów okazało się, że mam szczęście i udało się dostać na listę startową.  Nie jestem zaawansowanym biegaczem, więc ten cel ustawił mi treningi w pierwszej połowie 2014 roku. Starałem się raz w miesiącu wystartować w imprezie na 50 km, najlepiej po górach – w tym cyklu udało się przebieg Rajd Czterech Żywiołów, Rajd Dolnego Sanu, Rudawską Wyrypę oraz Maraton Kierat. Oprócz tego wziąłem udział w imprezach z cyklu Perły Małopolski w Skale i Szczawnicy oraz praktykowałem normalne (lekkie) treningi dwa razy w tygodniu plus długie wybiegania w weekendy, w które nie było zawodów. Ostatni bardzo bardzo długi bieg, Maraton Kierat, potwierdził, że dam radę ukończyć Bieg Rzeźnika (wg moich analiz wyników zawodników z zeszłego roku czas na Rzeźniku to około 69-70% czasu Kieratu z danego roku). Może nie było na to bezpośredniego przełożenia w czasie pokonania trasy, ale biorąc poprawkę na tegoroczne utrudnienia na trasie Kieratu wyglądało, że dam radę. Ze względu na to, że Bieg Rzeźnika biega się parami, dobrałem się z osobą, która w podobnym czasie przebiegła Maraton Warszawski, zakładając oczywiście, że od tego momentu oboje się rozwinęliśmy biegowo. Tak więc stworzyliśmy zespół typu MIX z Moniką. Niestety nie mieliśmy okazji zbyt wiele pobiegać razem, tylko trochę po asfaltach krakowskich w czasie Cracovia Maraton, kompletnie nic nie biegaliśmy razem w górach. Dlatego też celem było ukończenie biegu, cokolwiek ponad to będzie sukcesem.

Czytaj dalej