Ćwilin czyli zima może być fajna

Warunki robią się  coraz bardziej zimowe więc trzeba się raczej trzymać mniejszych górek. Tym razem jako cel został wybrany Ćwilin w Beskidzie Wyspowym. Ze względu na to, że wyprawa miała być na dwa samochody, pierwotnie chcieliśmy przejść z Jurkowa do Mszany Dolnej. Jednak pogoda zweryfikowała plany.

Ekipa spotyka się w Jurkowe, aby ustalić dalszy plan. Patrząc na pogodę miałem ochote zawrócić – mocno sypało śniegiem oraz trochę wiało. Więc raczej nieprzyjemnie i bez szans na zrobienie jakiś fajnych zdjęć widokowych. Jednakże po krótkiej dyskusji ruszymy, z pewną modyfikacją trasy to znaczy skracamy ją maksymalnie – otóż ruszamy z przełęczy Gruszowiec na szczyt a potem schodzimy do Jurkowa.

Plan się udał, przy czym po drodze było sporo śniegu – minimum od kolan po pas :) Pokonanie trasy zajęło dwa razy tyle czasu, co w lecie – brnięcie w śniegu jest dosyć męczące. Po drodze mocno trzeba było szukać szlaku, gdyz był przecinany polnymi drogami a znaki na drzewach przysypane śniegiem i lodem. Kilkakrotnie udało się szlak zgubić, jakkolwiek przy pomocy GPS i odpowiedniej strategii udawało sie go znaleźć. Widoczność po wejściu w chmure to około 100 metrów, cały czas padał śnieg i wiał niezbyt jednak mocny wiatr, temperatura w okolicach -5 stopni, warunki zimowe. Co nie przeszkodziło w konsumpcji herbatki na szczycie. Po wycieczce miałem plan jechać jeszcze na deskę na Śnieżnicę, ale stwierdziłem że wystarczy dotlenienia na jeden dzień :)

Razem krótko bo tylko około 8 km (sam szlak około 6 km, 2 km na błądzenie i szukanie szlaku), czas przejścia to 4 godziny.  Wejście szlakiem niebieskim, zejście ze szczytu także szlakiem niebieskim.

Raki i tym razem niepotrzebne, ale przydałyby się rakiety, oraz GPS, który działa przez cały czas (zamawiam Garmin Oregon) i jest odporny na wilgoć (szkoda smartfonu  na niepogodę).

Po zejściu wpadliśmy na obiad do restauracji “Mogielica” w Jurkowe – i moge tylko polecić – dobre ceny i bardzo dobre jedzenie :) .

 

Jasień czyli małe conieco na rozpoczęcie roku

Korzystając z tego, że mamy długi weekend oraz z tego, że sobota to jedyny dzień z sensowną pogodą w tenże weekend wybrałem się jak zwykle pochodzić go górkach. Ponieważ ostro zaspałem, a dzień krótki wybrałem krótką trasę na Jasień z okolic miejscowości Rzeki. Na miejscu byłem dopiero o 12, chwilę zajęło szukanie parkingu nie tylko takiego, na który wjadę, ale także takiego z którego będę wstanie wyjechać. Niestety okazało się, że pomiędzy miejscem, gdzie zatrzymałem samochód a drogą polną, ktora ma mnie doprowadzić do szlaku żółtego płynie sobie rzeka (Kamienica Gorczańska). Może nie była wielka, ale po wczorajszych opadach szukanie brodu gdzie woda jak się staje na kamieniach nie sięga powyżej kostki :) zajęło mi ponad 30 minut … Oczywiście okazało się, że niedaleko jest most nie zaznaczony na mapie (jest jakies 300 metrów powyżej leśniczówki, więc jakiś 800 metrów od mojego parkingu), ale tą wiedzę nabyłem dopiero wracając. No ale ostatecznie udało się i ruszyłem szukać dróg polnych nieoznakowanych które mnie doprowadzą do Przełęczy Przysłopek. Tutaj również nie obyło się bez niespodzialek i błądzeniu, ale ostatecznie przebijając się przez zaspy trafiłem :) , dotarcie do żółtego szlaku zajęło dodatkowo 50 minut, jakkolwiek zima w lesie jest bardzo przyjemna (jak nie pada i nie wieje), więc szło się dobrze. Oczywiście całość szlaku nieoznakowanego kompletnie nieprzetarta, brodzi się w niezbyt głębokim śniegu. Potem do góry już tym razem żółtym szlakiem, na którym spotykam najpierw dwóch wędrowców, którzy zostawiali pierwszy ślad, potem jakąś wycieczkę na około 8 osób, którzy zostawiają wyraźny ślad na żółtym szlaku aż do Jasienia do skrzyżowania z szlakiem zielonym. Sam Jasień jest porośniety rzadkim lasem, widoki są, ale zdjęć się nie da zrobić. Dalej podążam żółtym szlakiem, znowu go przecierając przez polanę Skalne do Kutrzycy. Gdy tam docieram wychodzi słońce zza chmur, więc wyciągam kawę i delektuję się przez 30 minut widokami :) Potem dalej przecieram żółty aż do skrzyżowania z zielonym i dalej w okolice bazy namiotowej Polana Wały. Tam znowu gubię szlak, ale po 10 minutach trawersowania po mocno opadających stoku i w śniego go odnajduję. Potem już jest dosyć dobre oznakowania więc się prawie nie gubię (czego nie widać z różnic w drodze przejścia a szlakami …), docieram do drogi i podążam asfaltem do samochodu.

Razem 13,5 km (razem z szukaniem brodu), czas przejścia to 4:30 minut w tym 30 minut na szukanie brodu i 20 minut na podziwianie widoków na szczycie. Trasa krótka, ale przedzieranie szlaku kosztuje trochę sił i o dziwo przydały się kijki, których normalnie nie lubię używać. Na szlaku od 20 cm do 150 cm śniegu w zaspach, im wyżej tym więcej :) , raki ani rakiety niepotrzebne. Temperatury lekko poniżej zera.

I widok 3D

Zdjęcia są na Picassa


Miejsca charakterystyczne na szlaku:

  • Przełęcz Przysłopek
  • Miznówka – 969 mnpm
  • Jasień – 1052 mnpm
  • Kutrzyca – 1051 mnpm

 

Luboń Wielki, czyli perć Borkowskiego

Dzisiejszy plan właściwie zakładał wyjazd w Tatry na Wołowiec z Kirów, jakkolwiek ze względu na niepewną pogodę i niewyspanie się postanowiłem wdrożyć plan zastępczy. Ponieważ wstałem jakoś później i przy okazji rozmów na forum górskim ktoś rzucił tą propozycję tym razem obrałem za cel Luboń Wielki należący do Beskidu Wyspowego.

Trasa zaczyna się w Rabce Zdrój Zaryte, rozpoczyna się szlakiem żółtym, prowadzi na szczyt przez Perć Borkowskiego. Jest to chyba najfajniejszy szlak w Beskidzie Wyspowym, trzeba się troszeczkę wspinać po skałkach :) . Po dojściu na szczyt zejście szlakiem zielonym. Razem wyszło 11 km i 840 metrów pod górkę i w dół. Czas przejścia to 3 godziny 20 minut plus godzina wylegiwania się na słońcu na szczycie – więc bardzo krótko.

Zdjęcia w albumie



Przebieg trasy i ślad GPS są załadowane na everytrail.

Szczyty na szlaku:

  • Luboń Wielki – 1022 m n.p.m

Lubomir czyli astronomicznie

Niespodziewanie w niedziele zrobiła się pogoda, więc wypadało skoczyć w jakieś górki. Ponieważ dzięki zmianie czasu na starcie zrobiło się opóźnienia oraz ponieważ Zakopane było zapchane bieżącymi wydarzeniami wybór padł na górkę położoną blisko ale za to należącą do Korony Gór Polski. Okazuje się, że byłem od niej jakieś 30 minut przy okazji wycieczki na Łysinę, ale wtedy nie było czasu, gdyż musiałem doganiać pozostałych przy okazji odejścia na Łysinę.

Przebieg trasy prosty – dojazd do Kobielnika, dojście drogą do wejścia na zielony szlak (nie wiem czemu znaki wydawały mi się niebieskie), zielonym szlakiem na Lubomir, zejście szlakiem czerwonym a potem chwile asfaltem. Z tego szlaku najfajniejszy był odcinek zielonego szlaku, przecierałem szlak, na śniegu zero śladów innych ludzi. Razem wyszło 9,9 km i 814 m w górę i w dół.

Przy okazji udało się wziąć udział w zwiedzaniu obserwatorium i obserwacji słońca. Przy okazji informacja – za tydzień będzie dzień otwarty i będzie można obserwować Słońce i Wenus przez większy teleskop.

Zapis trasy na Everytrail.

Zdjęcia oczywiście w albumie.

Szczyty na szlaku:

  • Lubomir – 904 m

 

Łysina czyli miejsce zarośnięte lasem

Dzisiaj krótko. Ponieważ dnie coraz krótsze a i ciężary do niesienia przez wycieczkowiczów coraz cięższe :) .
Wybór padł na położoną tuż za Myślenicami Łysinę i okoliczne wzgórza razem ze schroniskiem na Kudłaczach.
Pogoda dopisała, świeciło słońce, trochę wiało, zepsuła się dopiero pod koniec dnia po tradycyjnych żurku w schronisku.
Przebieg trasy to zielonym z Poręby, do żółtego na Łysinę, stamtąd czarnym (na czerwonym była jakaś wycieczka) do Kudłaczy do żółtego, potem znowu zielony do Poręby. Razem 12,5 km, czyli maaaaało :)

Zapis trasy jak zwykle na Everytrail

Zdjęcia są oczywiście w albumie
b1
b2b3

Szczyty na szlaku:

  • Kamienik Pln – 785 m
  • Kamiennik Pld – 827 m
  • Łysina – 891 m