Warunki robią się coraz bardziej zimowe więc trzeba się raczej trzymać mniejszych górek. Tym razem jako cel został wybrany Ćwilin w Beskidzie Wyspowym. Ze względu na to, że wyprawa miała być na dwa samochody, pierwotnie chcieliśmy przejść z Jurkowa do Mszany Dolnej. Jednak pogoda zweryfikowała plany.
Ekipa spotyka się w Jurkowe, aby ustalić dalszy plan. Patrząc na pogodę miałem ochote zawrócić – mocno sypało śniegiem oraz trochę wiało. Więc raczej nieprzyjemnie i bez szans na zrobienie jakiś fajnych zdjęć widokowych. Jednakże po krótkiej dyskusji ruszymy, z pewną modyfikacją trasy to znaczy skracamy ją maksymalnie – otóż ruszamy z przełęczy Gruszowiec na szczyt a potem schodzimy do Jurkowa.
Plan się udał, przy czym po drodze było sporo śniegu – minimum od kolan po pas
Pokonanie trasy zajęło dwa razy tyle czasu, co w lecie – brnięcie w śniegu jest dosyć męczące. Po drodze mocno trzeba było szukać szlaku, gdyz był przecinany polnymi drogami a znaki na drzewach przysypane śniegiem i lodem. Kilkakrotnie udało się szlak zgubić, jakkolwiek przy pomocy GPS i odpowiedniej strategii udawało sie go znaleźć. Widoczność po wejściu w chmure to około 100 metrów, cały czas padał śnieg i wiał niezbyt jednak mocny wiatr, temperatura w okolicach -5 stopni, warunki zimowe. Co nie przeszkodziło w konsumpcji herbatki na szczycie. Po wycieczce miałem plan jechać jeszcze na deskę na Śnieżnicę, ale stwierdziłem że wystarczy dotlenienia na jeden dzień
Razem krótko bo tylko około 8 km (sam szlak około 6 km, 2 km na błądzenie i szukanie szlaku), czas przejścia to 4 godziny. Wejście szlakiem niebieskim, zejście ze szczytu także szlakiem niebieskim.
Raki i tym razem niepotrzebne, ale przydałyby się rakiety, oraz GPS, który działa przez cały czas (zamawiam Garmin Oregon) i jest odporny na wilgoć (szkoda smartfonu na niepogodę).
Po zejściu wpadliśmy na obiad do restauracji “Mogielica” w Jurkowe – i moge tylko polecić – dobre ceny i bardzo dobre jedzenie
.




