GEZnO 2014 – MIX – relacja

Zeszłoroczne Górskie Ekstremalne Zawody na Orientację (GEZnO) spodobały mi się tak bardzo, iż od razu wpisałem je do kalendarza na kolejny rok, tym bardziej, iż miały odbyć się po raz kolejny w Beskidzie Niskim. W tym roku baza zawodów znajdowała się w Hańczowej tuż obok Wysowej-Zdroju, a więc niedaleko Lackowej, odwiedzonej przy okazji kompletowania Korony Gór Polski.

Pamiętając trudność trasy na poziomie MM w tym roku postanowiłem troszeczkę odpuścić i wystartować w klasie MIX. A do tego potrzebowałem partnera płci żeńskiej w wieku poniżej 51 lat :). Dzięki pomocy znajomych w poszukiwaniach w tym roku wystartowałem z mega-twardą zawodniczką o imieniu Anna :). Tak więc po raz trzeci w przeciągu trzech miesięcy pojawiłem się pobiegać w Beskidzie Niskim.

Dzień pierwszy

Start jest o 8:00 więc o 7:30 szybko konsumuję śniadanie i jadę do biura na start. Kilka minut przed startem dostajemy mapy, a równo co do sekundy startujemy.

Przed startemW pierwszy dzień zawody są w formule Scorelauf (dowolna kolejność zaliczania punktów), więc rzut oka na mapy i wybieramy wariant lewoskrętny (32-24-25-62-36-38-34-44-48-60-23-meta).

Do pierwszego punktu ruszamy w peletonie, spokojnie się rozgrzewając.Napieramy, powoli się rozpędzamyChociaż nie ma takiej potrzeby, jest bardzo ciepło, po dwóch kilometrach ściągam koszulkę termiczną i zostaję w t-shircie. Do PK32 lecimy przez łąkę i chwilę strumieniem – to taka rozgrzewka.

PK32 - zrodło strumienia/bagienkoTeraz wracamy – jak przyszliśmy, czyli do drogi i dalej tą drogą napieramy na zachód, w odpowiednim momencie obijamy na północ i jest PK24. PK24 - pomiedzy gorkamiTeraz w dół do drogi, wyskakujemy idealnie naprzeciwko szutrówki, którą znowu lekko do góry, za zakrętem znajdujemy odpowiedni strumień, napieramy do góry i znajdujemy PK25. Teraz podejście przez bagienko do góry i już zbiegamy piękną drogą w stronę Ropek.Świetna droga do bieganiaNa skrzyżowaniu ze szlakami przecinamy strumień i przez łąkę napieramy do góry, znajdujemy pierwszy, drugi i ten właściwy trzeci, strumień, a w nim punkt PK62 za ciekawą przeszkodą terenową, na którą oczywiście się wspinam :)Po tym dało się wejsc :) do PK62Teraz grzbietem zbiegamy do Ropek, tam podziwiamy fajne atrakcje turystyczneIMG_0579Trochę mamy wątpliwości, w którym miejscu odbić na południe. Jak się okazuje trafiamy idealnie, ruszamy znowu do góry. Trzymamy się trochę za bardzo rzeki, więc w pewnym momencie mamy 50 metrów ostrego podejścia do góry, ale trafiamy w punkt PK36.Samotny PK36Teraz lecimy tak jak większość (mijamy tłumy na szlaku) – a mianowicie lekko do góry do czerwonego szlaku biegnącego granicą ze Słowacją.Szlak graniczny - czerwonyTam przy słupku granicznym I/243 szukamy drogi, zbiegamy w dół i zbaczając w odpowiednim momencie na wschód znajdujemy PK38. Było łatwo, teraz trzeba znaleźć najlepszy zbieg do Wysowej, nie do końca się to udaje dobrze, ale po tylko jednym przepychaniu się przez krzaczory wracamy do cywilizacji.IMG_0586Teraz jedynym sensownym wariantem podchodzimy na północny zachód, trochę niestety mylą nam się drogi i wchodzimy ma zły szczyt. Ale po chwili trafiamy na ten właściwy PK34.PK34Przedzieramy się krzakami na zachód, lekko zbaczając na południe, wyskakujemy na asfalt, wracamy nim do Wysowej Zdroju, napieramy chodnikiem przy okazji się posilając. Punkt PK44 znajdujemy łatwo na właściwej górce.PK44 jak widacZbiegamy z powrotem do drogi, jest lekko do góry, ale podbiegamy ile możemy. W odpowiednim momencie zaczynamy liczyć strumienie i skręcamy na wschód, w punkt PK48 trafiamy bez problemów. Teraz znowu wracamy do drogi, chwilę zbiegamy aby tym razem odbić w drogę na północ, napieramy chwilę do góry, na szczycie skracamy lekko i jest kolejny punkt. Teraz zbiegamy na wschód w poprzek stoku, łapiemy pierwszą lepszą drogę, zbiegamy przez pola do gospodarstw a potem na drogę – idealnie na jej skrzyżowaniu. Będzie już zupełnie łatwo – najpierw na północ do punktu PK23, który znajdujemy bez trudu, a potem na południe do mety.

Biuro zawodów i Meta Jesteśmy tam o 14:31, czyli po 6 godzinach i 31 minutach, mamy zgarnięte wszystkie punkty. Wieczorem jadę się wymoczyć i wymasować biczami wodnymi do małego aquaparku w Wysowej, coś zjeść i wracam na imprezę integracyjną porozmawiać ze znajomymi.Wieczorna impreza integracyjnaWracając z imprezy zachodzę do restauracji przy hotelu, a tam spotykam innych biegaczy, więc chwilę integruję się dalej :)

Przebieg naszego wariantu pierwszego dnia widać na mapie, długość wariantu to 37,6 km oraz nieco ponad 1400 metrów w przewyższeniagezno_mix_d1

 

Filmik z poskładanych zdjęć:

 

Dzień drugi

Po pierwszym dniu mamy dwie godziny straty do liderów (jesteśmy na 11 miejscu), więc nie będziemy uczestniczyć w starcie interwałowym, tylko spokojnie ustawiamy się o 7:30 na start masowy. Dzisiaj będziemy mieli do odwiedzenia tylko 8 punktów kontrolnych w narzuconej kolejności- czyli wydaje się, będzie mniej czesania krzaków – przy podobnym dystansie i mniejszym przewyższeniu. Ma być łatwiej dla już lekko zmęczonych po pierwszym dniu nóg. Jednak organizatorzy nieco urozmaicili trasy :)Przed startem- dzień2Magiczny krąg map dla MIX-ów czeka na nas :)Mapy dla MIXow czekajaO 7:30 ruszamy. Pierwszy punkt jest w okolicy wczorajszego PK60, czyli trochę będzie do góry. Wybieramy wariant z omijaniem kulminacji tej górki, czyli zbaczamy na północ, potem skręcamy na wschód, i grzbietem napieramy do góry. W pewnym momencie wydaje nam się, że jesteśmy już za wysoko, więc zbiegamy na północ po stromej ścianie. Trafiamy na drogę, i tutaj się mocno mylimy – myśląc, że jesteśmy na właściwej drodze zaczynamy szukać punktu, jak się okazało, byliśmy jeszcze za wysoko, więc musieliśmy jeszcze zbiec i wracać się – straciliśmy tutaj jakieś 15 minut i 1400 metrów, co przesuwa nas na koniec stawki MIX-ów. Powinniśmy się zorientować po rzeźbie terenu, że  powinniśmy zejść niżej. Podsumowanie na grafice poniżej:gezno_MIX_d2_pk60Szukamy drogi (jak się okazuje zielonego szlaku) i zbiegamy do Skwirtnego.Kościół w SkwirtnemTeraz znowu do góry, ale najpierw kąpiel w rzece – próbowałem przeskoczyć rzekę, niestety pośliznąłem się i wylądowałem na plecach. Potem podejście do góry przez łąki, pola, lasy – jakoś nie mogliśmy trafić na sensowną drogę, na szczęście las był w miarę przebieżny, więc po chwili przedzierania się przez maliny wyskakujemy w dobrym miejscu obok ogrodzonego młodnika. Młodnik ten omijamy od zachodu, zbiegamy w dół szukając punktu, tym razem prawie zbiegamy za nisko, ale na punkt PK61 trafiamy.PK61, prawie go minelismyW planie mamy napieranie drogą w dół, więc po prostu zbiegamy 2 km do asfaltu, potem zaczynamy szukać drogi szutrowej, a potem strumienia, wzdłuż którego czeszemy aby znaleźć punkt PK56.PK56 - rozwidlenie jarówW tym miejscu chyba zaczyna się prawdziwa zabawa, gdyż dalsza droga może być wykonana w kilku wariantach. My wybieramy wariant strumieniowo-leśny – przedzieramy się wzdłuż strumieni na wschód. Idzie nam całkiem dobrze, dopóki nie spotykamy nie zaznaczonej na mapie ogrodzonej szkółki leśnej, którą musimy omijać od północy (siatka ma około 500 metrów), przy tym omijaniu rozwalam sobie prawy goleń na jakimś pieńku. Wyskakujemy na szuter i teraz nagle do nas dociera, że planowany przez nas wariant przechodził przez teren zakazany, więc musimy go zmienić, więc napieramy po serpentynach do góry i zamiast kontynuować drogą uciekamy przez łąkę w stronę samotnego domku. Samotna chatkaTrzymamy się poziomicy i po chwili trafiamy na ogrodzenie, a na jego północnej stronie na punkt PK54.PK54Teraz na południe ścieżką, niby łatwo, ale trafiamy na rzekę spiętrzoną przez bobry. Jakoś przez nią się przedostajamy (po kostki w błocie) i kierując się rzeźbą terenu napieramy na południe. Po drodze gdzieś się gubi droga, ale kierując się rzeźbą trafiamy na dobre skrzyżowanie, a potem do PK52. Drogi do następnego punktu nie zaplanowaliśmy za dobrze, napieramy na południe zamiast od razu na zachód – może dlatego, iż na zachód znowu drogę zamykał ogrodzony młodnik i nie chcieliśmy znowu przedzierać się przez krzaki omijając go. Lecimy wzdłuż Jaworzyny, odbijamy na północny zachód, ale chybiamy celu i nie trafiamy w planowaną drogę. Na szczęście przedzierania się przez las jest mało, wyskakujemy na łąkę a naszym oczom ukazują się najfajniejsze widoki tego dnia.Regietów WyżnyLecimy na skróty przez łąki, przez drogę, potem znowu przez łąki.IMG_0638-001Po drodze znowu trafiamy na bobry i spiętrzoną rzekęTama zbudowana przez bobryW końcu docieramy do drogi, więc się jej trzymamy aż do cmentarza, obok którego jest PK46. Cmentarz wojskowy obok PK46Następny etap to była rzeźnia na życzenie. Przejście do kolejnego punktu miało dwa warianty – prowadziło przez najwyższe szczyty w okolicy albo zupełnie je omijało wygodnymi drogami. My wybieramy wariant pośredni, trochę do góry, trochę w dół, wyszło nie najgorzej, jakkolwiek było bardzo męczące, gdyż musieliśmy się wspinać po prawie pionowych zboczach wąwozu (troszkę za szybko próbowaliśmy się przebić na jego stronę). Zbiegamy do drogi i tam się okazuje, że znowu musimy do góry. Ja napieram z przodu (reszta zespołu leci na resztce siły) szukając odpowiedniego wzniesienia i trafiam na nie. Znienawidzony PK43, dotarcie tutaj naszym wariantem to była rzeźniaTeraz już będzie prawie cały czas z górki. Zbieramy jakoś siły zmotywowani pojawieniem się konkurencji w postaci Kaśki, Marcina i Łyska. Zbiegamy do Wysowej i asfaltową drogą  a potem szlakiem narciarstwa biegowego napieramy do PK73. Teraz pozostaje jedynie droga do mety, zbiegamy w dół, potem asfaltem, przez mostLecimy do metyI do mety. Całość zajmuje nam 7 godzin i 29 minut, a miało być łatwiej… Dystans wyszedł podobny jak dzień wcześniej, czyli 38,5 km, niestety przewyższeń wyszło nieco więcej – 1500 metrów. A miało być krócej i mniej :)

Przebieg wariantu jest przedstawiony na obrazku poniżejgezno_MIX_d2Filmik z drugiego dnia:

Podsumowanie

GEZnO to perfekcyjna impreza górskiego biegania na orientację – świetnie zaplanowane wielowariantowe trasy, piękne otoczenie przyrody, doskonała organizacja, świetne i dokładne mapy. Myślę, że nie bez powodu impreza uważana jest za kultową i dla wszystkich – dzięki kategoriom R i RX, w których nawigacja jest minimalna. W tym roku dodatkowo świetnie udała się pogoda – było wręcz za ciepło, błota też nie było tak dużo, jak na Łemkowynie ŁUT70 dwa tygodnie wcześniej.

W pierwszym dniu wydaje się wybraliśmy całkiem niezły wariant, lekko pogubiliśmy się w okolicach PK34 i mogliśmy nieco bardziej skracać, jakkolwiek nawigacja wychodziła prawie doskonale.

W drugim dniu, który miał być łatwiejszy, nawigacja nam już tak nie wychodziła. Zaczęło się od wtopy na pierwszym punkcie PK74, potem szło już całkiem dobrze, tylko sił nieco brakowało na pokonywanie wzniesień ;), stąd decyzje o napieranie wariantami mieszanymi, zamiast planowanymi z mocnymi podejściami. Na szczęście udało się utrzymać 11 pozycję, z czego jestem bardzo bardzo zadowolony :). Dziękuję serdecznie Annie za towarzyszenie mi w zespole i dzielne napieranie w tym górskim terenie, pomimo kontuzji i trudności.

Czy w następnym roku startuję ? Jeżeli zdrowie i czas pozwoli to na pewno tak.

Kto leci ze mną :) w zespole ?

 

Komentarze

Dodaj komentarz