VIII Grand Prix Krakowa w Biegach Górskich – edycja 2019/2020

Grand Prix Krakowa w Biegach Górskich to przyjemny cykl biegów terenowych odbywających się corocznie jesienno-zimową porą na terenie Lasku Wolskiego w Krakowie. Tak właściwie to miałem się nie zapisywać w tym roku na cały cykl tylko ewentualnie wystartować raz czy dwa :) dla sprawdzenia formy. Ale napisał do mnie Góral, że potrzebny jest zawodnik w ramach nowej rywalizacji w cyklu biegów – czyli sztafecie. Po jakimś tygodniu zastanawiania się i wahania :) zgadzam się i dołączam do drużyny JJfit Running Team wspierając ją na dystansie trasy Ambitnej Jedenastki (11,6 km +-470m w błotnistym terenie). Przy okazji w tym roku moim celem staje się zrobienie tej trasy w czasie poniżej 60 minut :). Nie biegam szybko, ten cel jest dla mnie dosyć trudny, a moja życiówka do tej pory to 01:02:51 sprzed 3 lat :) – więc czas na jakiś progres :)

Bieg pierwszy – 3 listopada 2019

Kilka dni wcześniej dowiaduję się, że zostałem wylosowany na Lavaredo Ultra Trail 120. Jeszcze nie zaczynam do niego przygotowań i tak właściwie to jestem prawie na roztrenowaniu, więc traktuję ten start w GPK testowo, ale jednak z nadzieją na życiówkę, bo biegając treningowo w Lasku noga w miarę podawała.

Zapisuję się na bieg i odbieram pakiet. W pakiecie odświeżona mapa Lasku Wolskiego – może przyda się do wyznaczania nowych tras treningowych, oraz numer startowy, który towarzyszył mi przez 5 startów.

Dzień jest ciepły, bardzo ciepły jak na jesień, coś czuję, że się przegrzeję :)

Treningowo jestem jakoś w środku roztrenowania. Sam bieg dla mnie to mordęga w najwyższych strefach tętna :) Dawno się tak nie zmęczyłem.

Na mecie mam czas 60 minut i 40 sekund, więc poprawiłem życiówkę o ponad 2 minuty, ale ciągle brakuje tych 40 sekund do celu. Na mecie mam również okazję poznać inne osoby z drużyny do której należę ;)

Bieg drugi – 2 grudnia 2019

Kończę roztrenowanie, więc ten start traktuję jako początek nowego sezonu. Ponieważ zapowiada się piękna pogoda wpadam na pomysł, aby nakręcić film. Film można zobaczyć tutaj

Cały bieg trzymam kamerę w ręku, starając się wychwytywać fajne ujęcia i grę świateł, przy okazji minimalizując drgania :). Przez to biegnę luźniejszym tempem.

Pomimo tego na mecie mam identyczny czas jak miesiąc wcześniej czyli 1:00:40. Tak sobie pomyślałem, że gdyby nie filmowanie, to godzina pewnie by pękła. No ale nie ma co gdybać, trzeba pracować dalej.

Bieg trzeci – 5 stycznia 2020

Nowy rok – stary ja. I cel w GPK ciągle nie jest osiągnięty.

Tak właściwie to miałem nie startować w tej edycji, gdyż miałem robić za support na jakimś ultra we Włoszech. Dodatkowo Sylwester i Nowy Rok „dzięki” przeziębieniu spędziłem w domu i ten start okazał się drugim biegiem po tygodniu przerwy. Tym razem planuję po prostu zobaczyć co się uda wykręcić na w miarę luźnej łydce.

Warunki były dosyć ciężkie, błoto trochę zmroziło. Ale założenie luźnej łydy udaje się utrzymać.

Niestety łyda była za luźna. Mój czas na mecie to 1:00:37 co oznaczania nową życiówkę poprawioną o kilka sekund, ale ciągle granica godziny wydaje się bardzo odległa. 37 sekund na takim dystansie to bardzo dużo.

Bieg czwarty – 2 lutego 2020

W międzyczasie dowiaduję się, że zostałem wylosowany do UTMB (Ultra Trail du Mont Blanc). To mnie przeraża i zmienia moje podejście treningowe. Zmienia w ogóle podejście do wszystkiego. Od drugiego tygodnia stycznia zaczynam orkę zwiększając tygodniowy dystans do około 100km.

Na starcie staję mając już wybiegane prawie 90 kilometrów, czuję zmęczenie w nogach. Na szczęście zrzuciłem kilka kilogramów. Warunki biegowe nie są najlepsze, jest sporo błota. O dziwo biegnie mi się dobrze.

Przebiegając koło Kopca Piłsudskiego już wiem, że będzie nowa życiówka i wiem też, że osiągnę w końcu tegoroczny cel – jestem tam minutę szybciej niż na poprzednich biegach.

Na mecie melduję się z czasem 59:22 (oficjalnie 00:59:30).

Jestem zadowolony :). Oczywiście dałoby się urwać jeszcze parę sekund, gdybym nie odpuścił końcówki. Ale co tam, trzeba coś zostawić na ostatni bieg.

Bieg piąty – 1 marca 2020

Zbliża się wiosna, jest coraz przyjemniej, warunki do biegania w Lasku coraz lepsze.

Przed startem redukuję nieco kilometry (do 70km), żeby mieć więcej siły. Niestety dzień wcześniej coś mi zaszkodziło na żołądek, jadę na start w ostatniej chwili, bo układ pokarmowy nie pozwala wybrać się wcześniej :)

No ale ciągle mam nadzieję, że będzie dobrze :)

Biegnę na krótko. Podczas biegu nie czuję się najlepiej, brakuje mi mocy. Trochę też spadła mi motywacja po realizacji celu na poprzednim biegu. Wiedząc, że nic z tego nie będzie odpuszczam na 3 kilometry przed metą.

Tym razem mam najgorszy czas całego cyklu – 1:01:15. No cóż, życie :)

Gratulacje dla wszystkich, którzy poprawili swoje czasy – a było ich trochę bo mijali mnie zawodnicy, których czasami ja mijałem ;) – po pięciu biegach człowiek rozpoznaje twarze współzawodników :)

Na koniec pozostała przyjemna część. Jako część drużyny JJfit Running Team o przyjemnym blond-różowym ;) wizerunku zajmuję 3 miejsce w sztafecie GPK, oraz 4 miejsce w klasyfikacji drużynowej.

Ostatecznie zajmuję 45 miejsce Open i 15 miejsce w M40 na dystansie Ambitnej Jedenastki.

Polecam ten cykl w okresie jesienno-zimowym. Daje dużą motywację do ruchu oraz jest świetnym testem przygotowania do kolejnego sezonu. Dodatkowo na każdym biegu spotykałem znajomych, których ciężko zobaczyć bez takiej okazji :)

W sierpniu odbywa się nocna edycja tego biegu – polecam, ja mam nadzieję, będę wtedy męczył się w Alpach ;)

Komentarze