Icebug Summer Trail 2014 – Mountain Rogaining

W tym roku miałem długi weekend sierpniowy miałem już zaplanowany od bardzo dawna – zamierzałem po raz kolejny wziąć udział w Izerskiej Wielkiej Wyrypie. Jednak kilka tygodni temu podczas Pereł Małopolski w Rabce do moich rąk wpadła mała ulotka oznajmiająca termin i formułę letniej edycji Icebug Summer Trail. Pamiętam świetną edycję zimową tej imprezy, więc tak jak w Incepcji Nolana – zaszczepiło to w mojej głowie myśl, która powoli acz nieustannie ewoluowała i rosła. Ostatecznie po osobistej zmianie planów długo-weekendowych ostatecznie decyduję się na pozostanie w Małopolsce i start w moich ulubionych Gorcach.

Zawody to 6 godzinny rogaining – jest to rodzaj imprezy na orientację, w którym limit czasu jest tak ustalony, aby raczej nikomu nie udało się zebrać wszystkich punktów kontrolnych w tymże limicie. Dodatkowo za zaliczenie danego punktu kontrolnego otrzymuje  się od 1 do 5 punktów przeliczeniowych (im dalej od startu i trudniej znaleźć punkt tym więcej punktów przeliczeniowych), a za przekroczenie limitu czasowego punkty ujemne/karne (1 punkt przeliczeniowy kary za każde 2 minuty spóźnienia). Więc podczas planowania trasy trzeba naprawdę dobrze skupić się i mierzyć zamiary na siły, gdyż zbyt ostrożne podejście skutkuje małą ilością zebranych punktów, zbyt odważne zaś mnóstwem punktów ujemnych za spóźnienie się na mecie  aż do dyskwalifikacji (coś jak mój lutowy występ).

10494467_519542458146284_2812614394743630211_o
Zdjęcie: K. Marzec

Start jest zaplanowany na 9:00 więc o 6:50 wyjeżdżamy z Krakowa. Bez problemów dostajemy się na miejsce startu, rejestrujemy się i odbieramy pakiet startowy, w którym tym razem jest koszulka i pas biegowy na numer – chyba jedyne akcesorium biegowe, którego nie miałem do tej pory :). O 8:45 rozpoczyna się spotkanie przedstartowe, po którym następuje rozdanie map, i zaczyna się planowanie trasy.IMG_20140817_084803W porównaniu z edycją zimową więcej punktów pojawiło się we wschodniej części masywu Turbacza. Jakkolwiek wiedząc z pieszych wycieczek górskich jakie tam są wąwozy i przewyższenia wybieram przebieg trasy podobny do edycji zimowej czyli 11-30-29-28-27-26-25-24  – w sumie za 30 punktów – a  dalej w zależności od ilości pozostałego czasu, wg planu powinienem mieć jeszcze dwie godziny na powrót. O 9:00 start – zawodnicy rozdzielają się na 4 części – każda leci w inna stronę świata. Ja jestem na końcu grupy udającej się na zachód – spokojnie się rozgrzewam na asfalcie, po czym odbijam na szuter pod górkę i wchodzę w PK11 (9:21) razem z osobą, o której w dalszym ciągu mam nie wspominać :). W planie jest PK30. Na początek obrazek, który chyba dużo mówi:

icebug summer trail rogaining 2014-pk30Najpierw próbuję dostać się do zielonego szlaku. Trochę błądzenia drogami na zachód i trafiam na szlak. Ale źle oceniam miejsce, w którym na niego wyszedłem, pobiegłem za bardzo na północ, więc droga na którą chciałem trafić została na południu, a ja błędnie uderzam na północ. Po chwili orientuję się, że coś się nie zgadza, miała być droga, a nie ma, i strumień płynie z północy, a nie z zachodu. W końcu staram się napierać mocniej na zachód. Niestety losowo wybrana droga kończy się, przedzieram się pod górę przez krzaki, wychodzę na jakąś większą drogę, która biegnie dalej na zachód. Podążam nią i docieram do niebieskiego szlaku. O nie, niemożliwe, nie jestem tak daleko, nic się nie zgadza. Trochę krążę w miejscu i lecę dalej na zachód, gdyż w tamtym kierunku teren opada, co oznacza, że jest to dobry kierunek. Zbiegam zygzakiem i słyszę strumień, wbijam się w las napotkaną drogą, droga jak zwykle się kończy polaną i ścianą świerków, ale już słyszę ten strumień całkiem dobrze, przebijam się przez świerki, cały mokry, podrapany docieram do niego, ale nigdzie nie ma żadnej łąki czy innego otwartego terenu na której wg opisu powinien być punkt – załamka. Aby nie minąć punktu oraz odnaleźć się na mapie idę dla pewności strumieniem trochę na północ, potem na południowy zachód przedzieram się przez choinki, cały podrapany i mokry. I mam dość szukania tego cholernego PK30 !!! . Decyduję się odpuścić i przedzierać na zachód, aby wyjść z tego lasu i napierać już na kolejny punkt. I w tym momencie rzut okiem na prawo i widzę rzadszy las, czyżby łączka ? Znowu rzucam się w chaszcze i widzę lampion  !!! – jeszcze tylko przeskok przez wąwóz rzeczki i jest PK30 (10:18) – z radości robię mu zdjęcie, przez taki gąszcz choinek jak na zdjęciu przedzierałem się jakieś 400 metrów, jestem cały mokry, mam w ubraniu wszędzie wbite pełno świerkowych igieł.PK30Straciłem tutaj sporo czasu, podobno od południa punkt wchodził z biegu – decyduję, że już nie będę stosował autorskich wariantów przedzierania się przez nieprzebieżny las na azymut, może i mój ulubiony, ale raczej mało efektywny czasowo ;).  Znowu wiem gdzie jestem, więc napieram na północ do niebieskiego szlaku, którym po chwili docieram do zakrętu i strumienia, którym to ruszam do góry i jest PK29 (10:37).IMG_20140817_103714Teraz znowu na północ do czarnego szlaku, do góry do skrzyżowania z zielonym, którym radosnym zbiegiem ruszam na północ – wiem, gdzie jest punkt od razu po rzucie okiem na mapę, gdyż zapamiętałem strumień na zakręcie z edycji zimowej, kiedy to wspinałem się tutaj do góry. Po chwili docieram do tegoż zakrętu i wchodzę strumieniem do góry, prawie mijam PK28 – ktoś zrzucił lampion na ziemię. Podbijam punkt PK28(11:05)  i wieszam lampion na drzewie.IMG_20140817_105919Dalej radośnie zbiegam. Po chwili zauważam, że linka mojego mapnika nie jest przyczepiona do koperty z mapą – wygląda na to, że zgubiłem mapę. Zatrzymuję się, rozglądam, decyduję się wracać do góry, bez mapy nie dam rady skończyć przecież zawodów. Po paru krokach spoglądam na swoje ręce – w prawej trzymam mapę. Ech emocje, mapa po prostu odpięła się. Sprawdzam  czy mam wszystko (kompas itp) i sprintem na dół, biegnie się świetnie, na przelocie przez Obidową momentami tempo 4:30, co jak na mnie jest sprintem :). Tam szukam przystanku PKS i za nim wbijam się na północ drogą, docieram do szlaku i napieram na zachód. Tutaj nie ma wątpliwości – jest jedna górka na której może być punkt, trzeba tylko znaleźć drogę i łąkę z lampionem.IMG_20140817_113051Chwilę zajmuje to drugie, na szczęście kształt łąki się zgadza i podbijam PK27 (11:32). W tym momencie spotykam kolegę (pozdrowienia i dzięki za towarzystwo), z którym ponapieramy kilka punktów razem.  Teraz z powrotem na wschód niebieskim szlakiem i trochę za wcześnie wbijamy się w las na Jaworzynie, po chwili jednak znajdujemy punkt PK26 (11:47). Dalsza droga to również niebieski szlak na Stare Wierchy, za którymi odbijamy na północ do przełęczy Pośrednie i czeszemy łąkę, zaczynając od północnej części łąki, trafiamy na punkt PK25 (12:11) we wschodniej jej części wg opisu. W sumie można było tak od razu… Teraz powrót do góry do Starych Wierchów i czerwony szlak. Szukamy drogi zbiegającej na południe, na górce znajdujemy takową, leci w miarę dobrze, czasami zamieniając się w wąską ścieżkę, a czasami w kamieniste urwisko, ale docieramy do drogi w wąwozie, teraz na wschód, pierwszy strumień i jest PK24 (12:37) – idealnie wchodzi.IMG_20140817_123617Teraz trochę się wracamy aby napierać do góry, raczej nie trafiamy w drogi, po prostu napieramy na północny wschód czym się da do drogi na grzebiecie pasma. W końcu trafiamy na drogę i na „autostradę” na południe. Tam z prędkością przelotową zbiegam na dół i za skrzyżowaniem dróg napieram znowu w strumień wbrew sugestiom kolegi wzdłuż którego leci droga na północ i trafiam do PK21 (13:19). IMG_20140817_131952Teraz rozpoczynam już powrót do mety, najpierw trochę na wschód a potem do góry korytem strumienia mijając piknikową rodzinkę, która zdziwiona widokiem umorusanego brudasa sobie smaży kiełbasę na grillu, szukam dróg na południowy zachód, omijając tym razem skompresowane chaszcze świerkowe.  Wyskakuję na żółty szlak na wschód od punktu na Bukowinie Miejskiej. Podbiegam do ołtarza – nie widzę lampionu. Zbiegam w dół, nie ma nic co przypomina kaplicę. Wtedy wpada mi do głowy, aby sprawdzić za ołtarzem i podbijam PK22 (13:46). Mam jeszcze trochę czasu do zamknięcia mety, więc decyduję się na wariant dłuższy – żółtym szlakiem lecę na wschód. Mam w planie podbić tylko PK18, ale po drodze przebiegam w okolicach PK19, więc rzucam okiem, czy jest daleko od szlaku. Okazuje się, że punkt jest źle postawiony (za blisko szlaku i nie na tym strumieniu), dodatkowo właśnie od punktu wybiegają zawodnicy, więc podbijam także PK19 (14:02). Teraz już przelot do mety. Po drodze wbiegam na Bukowinę Waksmundzką, podbiegam do punktu i … nie mam na co przybić punktu, bo nie mam karty startowej (na której udowadnia się podbicie punktów za pomocą perforatorów). Szukam wszędzie, gdzie się da, pamiętając przypadek z mapą. Karty niestety nie mam, wygląda na to, że zgubiłem. Wracam się kilkaset metrów, ale to bez sensu, nie dam rady wrócić się do poprzedniego punktu i zdążyć do mety. Ponieważ robiłem trochę zdjęć telefonem mam kilka punktów sfotografowanych, dodatkowo postanawiam zebrać pozostałe po drodze na dół. Nie wiem czy mi to wystarczy do dyskusji z sędziami, ale spróbuje być sklasyfikowany. Trochę siada mi motywacja, ale zabawa jest fajna, więc odbijam więc PK18 na mapie (14:13) i dalej lecę na dół zielonym szlakiem. Zbiegam na dół, patrzę na zegarek, odpuszczam PK10, przecież i tak nie mam karty, a do klasyfikacji wystarczy jeden punkt. Wracam do mostka – ale zaraz – przecież punkt miał być na moście, więc podbiegam jeszcze na północ, na moście nic nie ma, ale znajduję punkt PK6 (14:40) ukryty pod mostem. IMG_20140817_144051Teraz już sprint do mety, gdzie melduje się 15 minut przed limitem czasowym. Niestety nie mam karty startowej, mam na mapie podbite dwa punkty plus kilka zdjęć w telefonie. No nic, medal będzie, ale miejsce raczej słabe, jakoś mam pecha do tych fajnych zawodów. Tymczasem kilka minut po limicie czasu na metę wbiega nieznajomy kolega, który znalazł moją kartę przy PK19. Więc udaje mi się być sklasyfikowany na 9 miejscu :)  – w sumie zebrałem 42 punkty.

Impreza bardzo mi się podobała, bardzo lubię Gorce i bieganie w tych okolicach. Oczywiście nie obeszło się bez wpadek z mojej strony, największa to wtopa na PK30 oraz zgubienie karty startowej. Oczywiście nie mam wiele szans z najlepszymi, ale nie o to chodzi – taka impreza daje naprawdę dużo radości z obcowania z przyrodą i bycia w ruchu – nawet gdyby moja karta się nie odnalazła to ani sekundy nie żałowałbym startu w zawodach. Zdaję sobie sprawę, że nawigacyjnie muszę się poprawić i uparte parcie w kierunku, który wydaje mi się dobry nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem, ale w ferworze walki łatwo zapomnieć o podstawowych regułach nawigacji. A i wycofywanie się i namierzanie od lokalizacji w warunkach górskich nie jest jakieś przyjemne, ze względu na przewyższenia.

Serdeczne podziękowania dla organizatorów, bardzo fajna impreza, szkoda że frekwencja nie była większa, na szczęście pojawili się mocni zawodnicy, tak więc porządny punkt odniesienia był zachowany.

Poniżej mój przebieg trasy, razem wyszło 37 km trasy i 1750 metrów przewyższeń, czyli podobnie jak w zimie, z tym, że zrobiłem ten dystans godzinę szybciej. Co ciekawe Garmin Connect pokazał mi „Efekt treningowy 3.2” co oznacza, że się nie przemęczałem tempem biegu, wyszło wybieganie. Na mapie widać, że mój Garmin Fenix 2 zrobił coś dziwnego w okolicach PK28 – w rzeczywistości zbiegałem zielonym szlakiem, leciałem przez Obidową i wbiegałem do góry przed PK26.

icebug summer trail rogaining 2014

Widok 3D z Google Earth:

icebug_google_earth

Przebieg trasy na mapie wektorowej:

Całkowity dystans: 35037 m
Najwyższy punkt: 1163 m
Najniższy punkt: 650 m
Wyskokość podjazdów: 1945 m

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o