XIV Międzynarodowy Ekstremalny Maraton Pieszy KIERAT 2017 TP100 – czyli Tour de Gorce

Właśnie zaczynam pisać relację z kolejnego Maratonu Kierat. Relację, która nie miała powstać. Zacznę od tego, że wygląda na to, że nie wiedząc dlaczego w tym roku postanowiłem wykończyć się ilością startów w ultramaratonach (Cracovia Maraton, Bieg Rzeźnika, Bieg Ultra Granią Tatr, Łemkowyna Ultra Trail 150). Ze względu na terminy zapisów i losowania dosyć wcześnie musiałem decydować gdzie dokona się dzieło mojego tegorocznego zniszczenia. Jedną z tych imprez miał być czerwcowy Bieg Rzeźnika, który zwykle odbywa się w piątek długiego weekendu czerwcowego, na który to bieg dosyć spontanicznie się zapisałem. I wszystko było w porządku, gdyż wg moich obliczeń Maraton Kierat miał być trzy tygodnie wcześniej, co jest dla mnie absolutną minimalną granicą czasu regeneracji po stukilometrowym biegu. Dosyć niespodziewanie jednak Bieg Rzeźnika został przesunięty na termin o tydzień wcześniejszy no i cały misterny plan runął – zdecydowałem, że Biegu Rzeźnika nie odpuszczę. W międzyczasie zastanawiałem się co zrobić z Kieratem – mam do tej imprezy szczególny sentyment – od niej zaczęło się dla mnie wszystko co górskie i w terenie, i byłby to mój szósty z kolei start. Na to wszystko nakładała się przewlekła kontuzja, której nie pomaga całodobowe tyranie się po górach. Z jednej strony rozsądnie byłoby odpuścić, z drugiej musiałbym na Kierat czekać kolejny rok. W głowie powstawały plany pośrednie jak na przykład odpuszczenie po połowie biegu. Ostatecznie na wyjazd decyduję w piątek o godzinie 13:15, po tym kiedy otrzymuje od znajomej zdjęcie mapy – zgodnie z przewidywaniem trasa idzie w Gorce, a dokładniej to obiega je dookoła – no cóż, uwielbiam Gorce, serce wygrało z rozumem znowu. W ramach kompromisu postanowiłem, że w czasie zawodów zdecyduję czy odpuszczę część trasy i jak mocno pobiegnę, w zależności od trudności trasy.

Tak więc szybko pakuje się do samochodu, w Słopnicach jestem o 16:20 – bez problemów udaje się zaparkować na jednym z dużych wydzielonych parkingów, wszystko jak zwykle jest perfekcyjnie zorganizowane. Odbieram pakiet startowy i spokojnie udaję się na odprawę przedstartową. Na zdjęciu na boisku widoczny Budowniczy Trasy i Sędzia Główny Andrzej Sochoń, osoba odpowiedzialna za nasze upodlenie na własne życzenie na trasie w ciągu najbliższych kilkunastu godzin ;).

Maraton Kierat 2017 - odprawa w Słopnicach
Maraton Kierat 2017 – odprawa w Słopnicach

Start

Startujemy jak zwykle równo o 18:00

Maraton Kierat 2017 - start
Maraton Kierat 2017 – start

Do PK1 (punkt kontrolny nr 1) startuję powoli, maszeruję, rozgrzewam się, zobaczymy co będzie dalej. Za mną sznurek wędrowców,widok charakterystyczny dla początkowego etapu zawodów.

Maraton Kierat 2017 - w drodze do PK1
Maraton Kierat 2017 – w drodze do PK1

Asfalt się szybko kończy i zaczyna się napieranie polnymi drogami.

Maraton Kierat 2017 - w drodze do PK1
Maraton Kierat 2017 – w drodze do PK1

Do PK1 docieram gdzieś w okolicach 200 pozycji.

Maraton Kierat 2017 - PK1
Maraton Kierat 2017 – PK1

Do PK2 planuję napierać żółtym szlakiem z odbiciem na czerwoną ścieżkę przyrodniczą. Niestety przegapiam moment skrzyżowania tych dróg i trafiam do skrzyżowania z zielonym szlakiem, który jest jakieś 700 metrów od szczytu Mogielicy, przedzieram się na południe przez las do stokówki – punkt PK2 pięknie stoi na zakręcie, okazuje się, że po drodze wyprzedzam 50 osób.

Maraton Kierat 2017 - PK1
Maraton Kierat 2017 – PK2

Do kolejnego punktu widziałem dwa warianty – jeden szlakiem przez Krzystonów i Jasień, a drugi równolegle biegnącą stokówką, na początku skłaniam się do drugiej opcji, jednak ostatecznie wybieram pierwszą łatwiejszą nawigacyjnie. Po drodze gdzieś w okolicy Krzystonowa zaczyna padać deszcz, a nawet chwilę lać, jestem rozgrzany więc ubieram po prostu wiatrówkę i napieram dalej –  pół godziny później przestaje, nie zdążył mnie deszcz ochłodzić. Z Jasienia zbiegam zielonym szlakiem,  potem szeroką drogą na skróty docieram do czarnego szlaku, na zakręcie odbijam w polną drogę, po drodze schodzę najpierw zbyt wcześnie do jednego z domków w pobliżu drogi, gdzie odbywa się jakaś impreza i jednak trochę mnie tam ciągnie ;), ostatecznie  i docieram do PK3 w okolicach miejsca 120, na liczniku mam równo 19 kilometrów.

Maraton Kierat 2017 - PK3
Maraton Kierat 2017 – PK3

Dalej wybieram drogę przez Cyrki do DK968, droga do Koniny nie wchodzi idealnie, ale wychodzę na asfalt tam gdzie chciałem. Tutaj wkraczam w Gorce. W Koninie wybieram wariant przez pola – skręcam od razu w pierwszą drogę na południe, gdy kończy się asfalt napieram przez kolejne pola na zachód, po drodze znowu łapie mnie deszcz. Deszcz ten sprawia, że przy przechodzeniu przez łąki w butach chlupocze woda, a ja trzymam się łąk aby wiedzieć gdzie jestem. W końcu wbijam się w las, nie jest wesoło, znowu jakiś wąwóz, ale znajduję jakąś drogę, za strumieniem następną, potem już tylko łąka i jestem na zielonym szlaku. Teraz tylko do góry i jestem prawie na punkcie – jeszcze tylko do przekroczenia siatka – przydałby się jakaś informacja na mapie, że punkt od południa jest ogrodzony i że trzeba do niego dojść od zachodu.

Maraton Kierat 2017 - PK4
Maraton Kierat 2017 – PK4

Uzupełniam wodę w bidonach i lecę dalej. Wbijam się na zachód drogą na Starmachowski Groń, niestety nie zbiegam na południe gdyż coś mi się myli, zamiast tego próbuję szukać dróg na zachód. Niestety bezskutecznie, ostatecznie wylatuję na łąki na północny zachód i zbiegam do Poręby dopiero za skrzyżowaniem koło szkoły, muszę się wracać i niepotrzebnie dorzucam sobie ponad kilometr drogi. Do PK5 trafiam wariantem przez Groń i Ostrą mając chwile zwątpienia, ale po drodze wyprzedza mnie Magda Horova, więc wiem, że jestem na właściwej ścieżce :)

Maraton Kierat 2017 - PK5
Maraton Kierat 2017 – PK5

Do kolejnego punktu chcę napierać wariantem żółtym szlakiem – wydaje mi się, że będzie tam mniej przewyższeń, biegnie w miarę jednostajnie do góry. Ale najpierw muszę się do niego dostać. Od PK5 zbiegam na południe i wybiegam przy jakimś asfalcie, teraz zamiast jak człowiek pobiec asfalcikiem lekko dookoła ja postanawiam lekko skrócić, więc najpierw biegnę na wschód do końca drogi, a potem na południe, gdzie miał być tylko strumień do przekroczenia i chwilę później docelowa dróżka. Nie wziąłem pod uwagę, że strumień płynie w 15 metrowym wąwozie, ale nie – nie wracam się, korzystając z kijków dzielnie wbijam się w ścianę błota o 2 w nocy i zarówno strumień jak i wąwóz przekraczam. Co ciekawe nie czuję w ogóle godziny, nie chce mi się spać, czuję się jakby była godzina 22. Teraz już tylko pozostaje odszukać żółty szlak, wspiąć się nim mozolnie do Starych Wierchów przy okazji zaliczając jakiś głupi skrót w krzaki, zbiec zielonym szlakiem do Obidowej, napierać chwilę asfaltem trasy narciarsko-rowerowej i już jestem na PK6.

Maraton Kierat 2017 - PK6
Maraton Kierat 2017 – PK6

Przyznam się, że koło schroniska miałem kryzys, miałem ochotę już odpuścić, ale w sumie nic z tym nie zrobiłem – po prostu poszedłem dalej :) Bardzo mocno podniosła mnie pyszna kiełbasa z grilla oferowana na PK6 – po konsumpcji pełen energii ruszyłem dalej w drogę doliną Lepietnicy. Okolicę dobrze znałem, pamiętałem z IceBug Summer Trail, że droga przeradza się w potok, wiec wcześniej trzeba odszukać jakieś podejście na grzbiet do czarnego szlaku. Właśnie świta, ptaki rozpoczynają swoje ogłuszające poranne trele, dla takich chwil warto być w górach o 4 w nocy.

Maraton Kierat 2017 - dolina Lepietnicy
Maraton Kierat 2017 – dolina Lepietnicy

Oczywiście na planach się kończy, drogi nie znajduję i ląduję w strumieniu, ostatecznie podchodzę do góry identycznie jak na poprzednich zawodach.

Maraton Kierat 2017 - wychodzimy na grzbiet i zółty szlak
Maraton Kierat 2017 – wychodzimy na grzbiet i zółty szlak

Od szlaku jest już prosto nawigacyjnie, tylko trochę długo – po prostu niebieskim szlakiem schodzę i trochę zbiegam do Łopusznej do PK7, czyli zaliczam trochę ponad połowę trasy.

Maraton Kierat 2017 - PK7
Maraton Kierat 2017 – PK7

Znowu uzupełniam wodę i lecę dalej, nawet nie dopijam zupki :). Teraz czeka mnie nawigacyjna zagwozdka – jak się przedostać na drugą stronę wzgórza na wschód. Oczywiście plan był na skorzystanie ze ścieżek, ale wyszło jak wyszło – napieram do końca drogi, droga się kończy, więc teraz znowu krzakami i wąwozami przedzieram się przez krzaki, udaje mi się wyjść na jakąś łąkę, jestem na grzbiecie. Teraz znowu przez krzaczory i jestem w wąwozie rzeki, tylko jeszcze nie tym właściwym  – ponieważ nie uśmiecha mi się przebijanie się przez 30 metrowy wąwóz rzeki to zbiegam jeszcze trochę na południe, trafiam we właściwy wąwóz i PK8.

Maraton Kierat 2017 - PK8
Maraton Kierat 2017 – PK8

Od niego napieram dalej na północny wschód do przełęczy Knurowskiej.

Maraton Kierat 2017 - Przełęcz Knurowska
Maraton Kierat 2017 – Przełęcz Knurowska

Zbiegam skrótem i trafiam w asfaltową drogę będącą ścieżką krajoznawczą, niemal przeoczam asfaltowe wyjście na północ, na grzbiecie znowu się nieco gubię, ale spotykam Tadka, który wyprowadza mnie na PK9.

Maraton Kierat 2017 - PK9
Maraton Kierat 2017 – PK9

Teraz przede mną najcięższy pod względem przewyższeń odcinek trasy – trzeba przejść przez dwa pasma Gorców w poprzek. Najpierw zbiegam do asfaltu na wschód, potem asfaltem do początku ścieżki przyrodniczej, którą w męczarniach dochodzę do żółtego szlaku turystycznego. Na skrzyżowaniu od razu przez łąki schodzę do asfaltu. Przy kapliczce jest sklep – posilam się olbrzymim lodem i małą puszką coca-coli – niestety większe pojemności tego napoju zostały już wykupione przez zawodników przede mną. Teraz znowu do góry – pierwotnie chciałem mocno dookoła szlakiem rowerowym, ale po drodze zmieniam zdanie i ścinam na północ, ostatecznie trafiając na ten szlak i jego skrzyżowanie z zielonym szlakiem. Tam miała być droga w dół – nie znajduję jej, więc przez borowinę, lasy i strumienie schodzę do drogi, przy której jest PK10, jestem na pozycji około 80-90 miejsca, tak już zostanie do końca zawodów.

Maraton Kierat 2017 - PK10
Maraton Kierat 2017 – PK10

Od tego punktu znowu czeka mnie droga do góry. Niestety zaraz na początku gubię kompas (gdyby ktoś znalazł tęczową kapsułą Moscompass 8 to proszę o info) – na szczęście nie będzie już za bardzo potrzebny, wystarczy ten zastępczy w zegarku F3. Przez łąki skrajem miedzy ;) napieram do góry do grzbietu Strzelowskich. I znowu w dół, schodzę do Młynnego, po czym znowu do góry do niebieskiego szlaku, którym już podążam do końca, bo nie znalazłem ścieżki/skrótu do szkoły. Po drodze piękne widoki. Tutaj decyduję, że już spokojnie dotrwam do końca zawodów bez biegania, tylko spacerując :).

Maraton Kierat 2017 - w drodze do PK11
Maraton Kierat 2017 – w drodze do PK11

Trafiam do PK11 w Kamienicy, w miejscu gdzie był już punkt kontrolny w czasie pamiętnego „biegu przez kłodki” czyli Maratonu Kierat 2014.

Maraton Kierat 2017 - PK11
Maraton Kierat 2017 – PK11

Tam po raz ostatni uzupełniam wodę no i napieram dalej, jestem zmęczony, do mety jeszcze 18 kilometrów i jedno solidne podejście. W końcu zmieniam skarpety na suche – moje stopy nie wyglądają najgorzej, mam nadzieję, że nie będzie już okazji zamoczyć stóp aż do końca zawodów. Ruszam powoli do góry, po drodze spotykam Agnieszkę, moją partnerkę na czerwcowy Bieg Rzeźnika, która tydzień wcześniej ukończyła Regatta Ultra Trail Małopolska 170 na trzecim miejscu Open – co za mocna i uparta baba :), ona robi mi fajne zdjęcie.

Maraton Kierat - W drodze do PK12
Maraton Kierat – W drodze do PK12

Podejście na Zbludzkie Wierchy dłuży się niemiłosiernie. Jednak punkt kontrolny jest w łatwym miejscu i nie trzeba praktycznie nawigować.

Maraton Kierat 2017 - PK12
Maraton Kierat 2017 – PK12

Omijam szczyt szlakiem, schodzę do fajnej ścieżki przez Jasionik, który pewnie też kiedyś zostanie szlakiem turystycznym, bo jest tego wart, po drodze mija mnie GOPR, mam nadzieję, że nic poważnego się nie stało. Ścieżką docieram do stadionu na którym się w zimie uczyłem jeździć na nartach biegowych przy Przełęczy Słopnickiej. Lekkim skrótem docieram do zielonego szlaku, a nim do ścieżki przyrodniczej na północ, która nie do końca się zgadza na mapie, ale jest tak prosta, że nie ma problemów z nawigacją, trafiamy do ostatniego dzisiaj punktu czyli PK13.

Maraton Kierat 2017 - PK13
Maraton Kierat 2017 – PK13

Stąd już czeka nas ostatnie 5 kilometrów do mety, tylko w dół, ewentualnie asfalt. Ponieważ nie biegam i nie zmuszam się już do biegania to zarówno zejście jak i asfalt ciągnie się niemiłosiernie cierpiąc z moim tymczasowym kompanem. Na metę przybywam o 18:15, po pokonaniu 105 kilometrów i 4870 metrów przewyższenia (wg Garmin Fenix 3), zajmuje 91 miejsce open na 650 zawodników.

Zawody wygrywa Krzysztof Lisak z czasem 14:26 przybywając na metę godzinę przed Konradem Ciuraszkiewiczem i biegnących razem Maciejem Więckiem i Michałem Jędroszkowiakiem – czas Michała jest dwie i pół godziny dłuższy niż w zeszłym roku, czas Maćka podobny. W kategorii kobiet po powrocie do biegania znowu :) wygrywa Ula Zimny (19:53) przed Joanną Sułkowską (olbrzymi postęp od zeszłego roku) i Izą Osyszko, która też jest coraz mocniejsza.

Przebieg mojej trasy na mapie organizatorów z trasą wzorcową:

Podsumowanie

Podsumowanie w dwóch słowach – było pięknie i ciężko. Dla mnie celem tegorocznym był tylko start, potem doszło jeszcze ukończenie zawodów, co się jakoś tam udało. Udało mi się też nie wykończyć mięśni – właśnie (w poniedziałek) zastanawiam się czy nie jechać ze znajomy na trening na Szczebel i Luboń Wielki :). Patrząc na wyniki innych zawodników jak i swoje doświadczenia była to jedna z najcięższych, jeżeli nie najcięższa edycja Maratonu Kierat w historii (przynajmniej tej mi znanej). Czas zwycięzcy był około 2 godziny gorszy niż w poprzednich latach, zawody ukończyło około 40% zawodników, a nie 55-60% jak to zwykle bywało. Mój tegoroczny czas dwa lata temu, kiedy było relatywnie łatwo, dałby mi miejsce dopiero dwa razy dalej w stawce.

W tym roku Maraton Kierat prawie obiegł prawie całe Gorce (oprócz pasma Lubania) – stąd tytuł wpisu. Bardzo dopisała pogoda – w ciągu doby na trasie tylko dwa deszczowe półgodzinne epizody, poza tym piękne widoki. Organizacyjnie wszystko było w porządku, pomimo obaw związanych  przeniesienia bazy maratonu z Limanowej do Słopnic. Jedynie z moich rozmów z zawodnikami wynikało, że trochę brakowało usług żywieniowych, które są łatwiej dostępne w większej miejscowości. Po biegu przespałem się w samochodzie na wielkim i prawie pustym parkingu :).  Zawody mi się podobały i w następnym roku postaram się lepiej przygotować :)

Na koniec może mały komentarz co do trasy tegorocznej edycji – na pewno była potrzebna większa umiejętność nawigacji w terenie niż w poprzednich edycjach. W tym roku patrząc na propozycje budowniczego trasy co do trasy optymalnej nawigacja miała przebiegać także brzegami lasów czy strumieniami rzek, a nie tylko drogami jak to wcześniej bywało – z mojej perspektywy chyba za bardzo skupiałem się na szukaniu połączeń drogami między punktami zakładając, ze nawigacja powinna być łatwiejsza – a tak nie było. W większości przypadków kończyło się na końcu jakiejś drogi, która istniała lub nie ma mapie i dalszym przedzieraniu się na kompas przez lasy, strumienie i wąwozy – w szczególności jeżeli wybierałem warianty nie do końca optymalne (czyli nie zweryfikowane przez budowniczego) mapa trochę rozjeżdżała się z rzeczywistością. Myślę, że osoby które miały wynik odległości lekko powyżej 100 kilometrów musiały bardzo ostro ścinać, i chyba mógłbym się założyć, że nikt nie zrobił mniej niż 100km, co oczywiście powinno się wydarzyć, bo znam zawodników, którzy maksymalnie skracając dystans gdyż są mocni na podejściach. Osobną kwestią jest spory rozjazd przewyższenia podanego na mapie i rzeczywistego – ja rozumiem, że zawsze jest wychodzi trochę więcej (zwykle jakieś 500 metrów), ale w tym roku różnica była wyjątkowo duża – 1000 metrów czyli około 20 %. Jako podsumowanie trudności nawigacyjnych obrazek ze Strava, miejsca, gdzie nawigacja była trudniejsza charakteryzują się większym rozstrzałem śladów zawodników – najbardziej na przelotach PK3-PK4-PK5 i potem PK7-PK8-PK9. Dodatkowo widać profil mojej trasy – wyszedł klasyczny grzebień, który na pewno zostanie zapamiętany przez mięśnie czworogłowe ud uczestników na długo :) . Oczywiście czekam na opis procesu budowania trasy przez pana Andrzeja :)

Maraton Kierat 2017 - warianty ze Stravy
Maraton Kierat 2017 – warianty ze Stravy

Multimedia

Film:

Analiza 8 śladów w 3drerun (przygotowana przez Tadka) – klik

Zdjęcia, które są też dostępne w albumie FB

Moje poprzednie starty w Kieracie:

 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o