Górskie Ekstremalne Zawody na Orientację GEZnO 2017 – MIX – relacja
Rok się skończył, a ciągle nie ma relacji z moich ulubionych zawodów na orientację. Ale tak nie może być, relacje z GEZnO pojawiły się tutaj już 4 razy, więc było pewne, że pojawi się kolejna.
GEZnO (Górskie Ekstremalne Zawody na Orientację) na stałe weszło do mojego kalendarza startowego i zwykle jest ostatnią impreza biegową w sezonie. W tym roku zawody miały się odbyć w okolicach Krynicy – wybór lokalizacji mnie ucieszył pomimo tego, że dopiero tam byłem przy okazji Łemkowyna Ultra Trail 150. Jednakże bardzo lubię te położone na odludziu cywilizacyjnym okolice graniczne Beskidu Niskiego.
Odrobina historii
To był mój piąty start w GEZnO. Pierwszy raz dostałem w kość biegnąc z Marcinem kategorię MM, drugiego razu było nieco lżej startując w parze z Anną kategorię MIX, trzeci start to bieganie po Beskidzie Sądeckim z Jarkiem w nowopowstałej kategorii MMX, czwarty start to szybkie bieganie z Adrianem także w kategorii MMX po Beskidzie Żywieckim w okolicach Zawoi. W tym roku organizator obiecał łatwiejsze trasy więc chciałem wrócić do jednej z podstawowych kategorii – MM albo MIX – wybór kategorii zależał od płci znalezionego partnera. Partnerkę udało się znaleźć w miarę sprawnie i w tym roku wystartowałem w zespole z Joanną, zwaną przez znajomych Boską, która to 3 tygodnie wcześniej dokopała mi na Łemkowyna Ultra Trail 150 zajmując czwarte miejsce w kategorii kobiet. Do GEZnO w ogóle się nie przygotowuję biegowo – odpoczywam po prostu po poprzednich zawodach i chcę zakończyć fajnie sezon tym ostatnim akcentem.
Dzień pierwszy – czyżby wariant idealny ?
Start pierwszego dnia jak co roku zaplanowany jest na 8 rano. Jest chłodno, ale nie mroźno, wg prognoz z biegiem dnia pogoda ma się poprawić. Ruszamy równo o 8 rano w okolice położone na wschód i północ od Krynicy. Do zaliczenia mamy 12 punktów kontrolnych w dowolnej kolejności, a więc oprócz szybkości o wyniku zdecyduje także dobra kolejność zaliczania punktów kontrolnych. Dosyć kluczowy wydaje się wybór pierwszego punktu – my wybieramy PK31, zaś kończyć chcemy na PK34.
Do pierwszego lecimy skrótem – okazało się, że pierwszy punkt jest położony niedaleko miejscówki, w której miałem nocleg. Tak więc przebiegamy sobie obok, ścinamy w las i napotykamy innych zawodników przy punkcie PK31. Do kolejnego PK32 zbiegamy na południe, wspinamy się na górkę i zbiegamy drogą. Do kolejnego punktu PK33 podobnie zbiegamy drogą na południe, punkt jest przy samej drodze.
Teraz następuje zmiana kierunku – zbiegamy na wschód do asfaltu, którym wracamy do głównej drogi, po czym napieramy na górę Szczob (627 mnpm), na której jest PK37.
Do kolejnego punktu PK48 czeka nas długi przelot – po drodze spotykamy znajomych startujących na innych trasach, z którymi oczywiście trzeba się powitać. Punkt oczywiście jest położony prawie na szczycie – górka nazywa się Szalone.
Zbiegamy w dół. przekraczamy asfalt i wchodzimy na drogę polną, która zamienia się w strumień. Korytem strumienia docieramy na szczyt Jaworzynki (826 mnpm).
Trochę niepotrzebnie na ten szczyt weszliśmy, trzeba było go obiec. Ale dzięki temu wiemy gdzie jesteśmy – zbiegamy więc mijając jakichś myśliwych i polowanie, i trafiamy w PK47 i kolejnych znajomych :).
Do kolejnego punktu biegniemy po poziomicy trochę niepotrzebnie pakując się w wąwóz aż trafiamy do drogi, która doprowadza nas do punktu. Po drodze dyskutujemy przebieg dalszej drogi i zgadzamy się, że należy coś zmienić – decydujemy, że ostatnim punktem będzie PK43 a PK34 bierzemy przed powrotem do centrum Krynicy. Ale najpierw czeka nas wybór wariantu do PK36.
Zbiegamy z łąki widocznej na zdjęciu powyżej i na mapie widzimy dwa warianty – jeden na wprost, ale wymagający zejścia i podejścia po około 150 metrów oraz drugi dookolny prawie po poziomicy, ale nieco dłuższy. Po 5 minutach dyskusji bez ustalonych wniosków proponuję zastosowanie sprawdzonej metody rozwiązywania sporów nawigacyjnych – a więc grę w kamień-nożyce-papier. Oczywiście przegrywam więc lecimy dookoła. Przy PK36 spotykamy sporo zawodników będących naszą konkurencją.
Zgodnie ze zmienionym planem zbiegamy w dół w okolice wyciągu w Krynicy. Niestety trochę się mylimy, wyrzuca nas za bardzo na północ (biegniemy razem z zawodnikami kategorii MM), musimy się wracać do początku wyciągu. Jak się okazało wchodzenie do góry stokiem nie było najlepszym wariantem, szybciej byłoby przebiec drogą przez Krynice i zaatakować punkt od dołu.
Od punktu zbiegamy z powrotem na Krynicki deptak, jak zwykle przy takich okazjach robię sobie zdjęcie. Nie wiem dlaczego, ale częściej tam bywam w ciuchach biegowych niż spacerowych, no ale takie życie, że częściej biegam niż spaceruję za rączkę :).
PK41 znajdujemy łatwo tylko lekko myląc ścieżkę pieszą z rowerową oraz lekko frustrując się opisem punktu – przy lampionie był numer PK40, co oczywiście nie zgadzało się z mapą, na której był prawidłowy numer PK41. Ale na pewno byliśmy w dobrym miejscu. A PK40 znajdujemy bez żadnych problemów kilometr na południe. Po drodze po raz pierwszy mam okazję być na krynickiej Górze Parkowej, która podobno wyciska poty z turystów ;). Od PK41 znowu zbiegamy i zostaje nam tylko znaleźć PK43 w krzakach nad rzeką. Lekko klucząc trafiamy i do niego.
Teraz zostaje tylko zbieg do mety. Lecimy przez łąki najkrótszą drogą, przebiegamy przez tory i niestety nie trafiamy w żaden most, na szczęście rzeka jest bardzo płytka. Należało tylko uważać na bardzo śliskie dno – trzeba pamiętać o wyhamowaniu prędkości przed wejściem do rzeki bo to grozi stuprocentowym orłem.
Na mecie pojawiamy się 5 godzin i 42 minuty od startu, na liczniku mamy 31,5 kilometra oraz 1720 metrów przewyższenia. Wydaje mi się, że to był bardzo dobry jeżeli nie najlepszy wariant. Tempo mogło być nieco lepsze, ale generalnie nie jest źle. Po pierwszym dniu zajmujemy 7 miejsce (na 30 zespołów). Przebieg naszej trasy jest przedstawiony poniżej:
Dzień drugi – obiegamy czy napieramy do góry ?
Po zakończeniu dnia pierwszego odbyła się impreza integracyjna – nieodłączny część tych zawodów. Fantastycznie jest móc spokojnie porozmawiać przy browarze z ludźmi, którzy mają podobną pasję. Filmik z imprezy jest na stronie organizatora na Facebook.
Kolejnego dnia najlepsi startują o 7 rano, my mamy ponad godzinę straty więc startujemy z całą grupą o 7:30. Tradycyjnie w drugim dniu kolejność zaliczania punktów jest narzucona, naszym zadaniem jest tylko znalezienie optymalnej drogi pomiędzy nimi. Warunki pogodowe są gorsze niż dzień wcześniej – wilgoć i lekki mróz sprawiają że odczuwalna temperatura jest niższa, zachmurzone niebo ani prognozy nie zapowiada polepszenia pogody w dalszej części dnia. Tym razem mamy do znalezienia tylko 5 punktów kontrolnych więc powinno być szybciej, jakkolwiek organizatorzy lubią kompensować łatwiejszą nawigację trudniejszym terenem zawodów.
Tym razem razem ruszamy na południowy wschód od Krynicy. Do pierwszego punktu kontrolnego (PK61) biegniemy w dużej grupie. Nie spieszymy się, raczej próbujemy się rozgrzać.
Trochę wątpliwości mamy przy wyborze wariantu do kolejnego punktu – po drodze mamy całkiem sporą rzekę, jest zimno i Joanna obawia się, że zmarznie (zaczyna padać śnieg) ale po krótkiej namowie udaje mi się ją przekonać do krótszego wariantu. Nie było tak źle, rzeka jest płytka (a ja mam wodoodporne skarpety).
Skoro już wybraliśmy taki zimny wariant to wypadało się rozgrzać biegiem, szczególnie że zaczyna padać śnieg z deszczem, sprzyja temu asfaltowy odcinek lekko pod górkę. Niestety przegapiamy pierwszą sensowną drogę wyjściową, za to w większej grupie podchodzimy kolejną drogę do PK68 na jeden z wierzchołków góry Pusta (822 mpnm).
Do kolejnego punktu znowu mieliśmy do wyboru dwa warianty. Jeden dookolny obiegający pasmo górskie asfaltem, a drugi na rympał przecinający go. Po krótkiej sprzeczce z Joanną ustępuję i próbujemy lecieć dookoła, moja partnerka coś nie ma dnia na podchodzenie do góry. Nie dziwię się jej, po 150 kilometrowym biegu górskim okres regeneracji to około 2 miesiące, a minęło dopiero 3 tygodnie. Tak więc próbujemy obiegać wzniesienie zbiegając do drogi asfaltowej i szukając drogi szutrowej, która powinna być zaraz za strumieniem.
Niestety zamiast skręcić za strumieniem w prawo poszliśmy prosto do góry. To skończyło się niestety mocnym podejściem – nic nie zyskaliśmy, tylko dołożyliśmy sobie niepotrzebnie jakiś kilometr. Zbiegamy do kolejnej szerokiej drogi i w odpowiednim miejscu odbijając znowu napierając do góry, która nazywa się Przykra (767 mnpm), ale nie jest aż taka przykra bo szybko trafiamy w PK70.
Teraz szybki zbieg i znowu do góry. A za górą ma być jezioro nad którym ma być PK66. Trochę niestety planowany przebieg nie wychodzi. Z mojej winy zbaczamy za bardzo na północ i prawie omijamy jezioro i zbiegamy całkowicie na dół kiedy to Joanna zauważa tablicę, która ją niepokoi. Idąc za głosem jej intuicji odczytujemy napisy znajdujące się na tejże tablicy i kierując się wskazówkami zawartymi w tekście znajdujemy jeziorko jakieś 200 metrów za tablicą, punkt PK66 jest oczywiście na przeciwległym brzegu.
Zbiegamy do Krynicy i podchodzimy na kolejną górkę – Rakowskie, tam jest ostatni dzisiaj PK63.
Teraz pozostaje zbieg do mety. Mamy trochę wątpliwości czy możemy biec wykreśloną na mapie drogą krajową, pomimo tego, że na całej długości był chodnik. Biegniemy więc torami kolejowymi. Na mecie meldujemy się po 4 godzinach i 25 minutach po pokonaniu 25,8 km i 1330 metrów przewyższenia. Drugiego dnia mamy 8 czas w kategorii. Przebieg trasy jest na mapie poniżej:
Podsumowanie
Tak bardzo lubię te zawody, że już po podbiciu ostatniego punktu kontrolnego było mi szkoda, że się już kończą. Pogoda dopisała, widoki i towarzystwo również. Na następną edycję trzeba będzie czekać kolejny rok. Ostatecznie zajmujemy 7 miejsce na 30 drużyn kategorii MIX ze stratą 124 minut do zwycięzców. Z wyniku jesteśmy zadowoleni, przy mojej nawracającej kontuzji i braku regeneracji Joanny trudno było o lepsze czasy. Dzięki Joanna za towarzystwo i nawigację, było świetnie. Czy za rok wystartuję – jeżeli zdrowie pozwoli to wiadomo, że tak.
Linki i multimedia
Pełne wyniki zawodów są tutaj: http://www.compass.home.pl/gezno/lista_wyniki.php, gratulacje dla zwycięzców.
Więcej moich zdjęć z zawodów jest na FB – klik.
Film: